W wielu wspomnieniach opublikowanych przez Społeczny Instytut Dokumentowania Zbrodni Hitlerowskich w Warzyckim Lesie pojawia się wątek wesela, którego uczestnicy zostali pozbawieni życia na Lasku. Prawdopodobnie był to odwet okupanta za zlikwidowanie na terenie wsi Białobrzegi dwóch niemieckich żołnierzy.
Z relacji świadków wynika, że auta wypełnione weselnikami jechały w stronę lasu wczesnym świtem, około godziny trzeciej nad ranem. Mieszkańców wioski obudził przeraźliwy ryk silników samochodowych. Podglądali przez okna, co się dzieje. Widzieli, jak w pewnym momencie pojazdy zatrzymały się pod górką i zrzucono z nich wszystkich „pasażerów”. Ten ostatni odcinek drogi do lasu musieli odbyć na piechotę, poganiani krzykiem, uderzani kolbami karabinów i szczuci wygłodniałymi psami.
O tym zdarzeniu opowiada wiersz Jana Wróbla pod tytułem „Gehenna”. Autorką pracy plastycznej jest Pani Teresa Warzecha.
Gehenna
Muzyka weselne melodie grała,
Wesoło młoda panna śpiewała.
Gardła nikt nie żałował,
Cały świat weselu wtórował.
A echo wojny gdzieś grzmiało,
Życie toczyło się dalej, wesele trwało.
Weselna trwała troska,
A z drugiej strony płonęła wioska.
To z zemsty esesmańskie hordy,
Paliły, popełniały mordy.
Za ubitego, jednego folksdojcza,
Niejednemu dziecku zabili ojca.
A całe wesele piechotą gnali,
Zaszczutych psami, nahajką lali.
I pannę młodą – taką jak stała,
Oraz muzykę – marsza grać musiała.
Skrócił się szczęścia czas,
Zaszczutych zagnali w warzycki las.
Ogromnej ciszy zapadła chwila,
Bo tu na wszystkich czekała mogiła.
Pierwsi ojcowie do doła padli,
A po nich wszyscy martwi się kładli.
I muzykanci grać przestawali,
Jeden po drugim do doła wpadali.
Miłość wielka pobladła w słońcu,
Gdy zabijali młodych na końcu,
Germańskiej nie żałując podłości.
W warzyckiej ziemi leżą ich kości.
/Jan Wróbel/

0 komentarzy