Czas tragedii kampanii wrześniowej, mrocznego okresu okupacji, wysiedleń, aresztowań, egzekucji, obozów koncentracyjnych, obowiązkowych kontyngentów, przechodzenia frontu, obecności Niemców i Sowietów skończył się jak zły sen, oddalił, ale nie odszedł. W rzeczywistości historycznej pozostanie już na zawsze nie po to, żeby rozrywać zabliźnione rany, ale po to, by ocalić od zapomnienia wspaniałe postawy i działania wielu ludzi, którzy wtedy, ponad swoje dobro, przedłożyli służbę Ojczyźnie.

Do tej patriotycznej grupy z całą pewnością trzeba zaliczyć żołnierzy Armii Krajowej, rekrutujący się w zdecydowanej większości spośród miejscowej młodzieży. Poświęcili najlepsze lata swojego życia w służbie tak Polsce jak i społeczeństwu, z którego wyrośli i któremu byli wierni. W swym działaniu przez cały czas kierowali się treścią przysięgi:

W obliczu Boga Wszechmogącego i Najświętszej Marii Panny, Królowej Korony Polskiej, kładę swe ręce na ten Święty Krzyż znak Męki i Zbawienia i przysięgam być wiernym Ojczyźnie mej Rzeczypospolitej Polskiej, stać nieugięcie na straży Jej honoru i o wyzwolenie Jej z niewoli walczyć ze wszystkich sił – aż do ofiary życia. Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej i rozkazom Naczelnego Wodza oraz wyznaczonemu przezeń Dowódcy Armii Krajowej będę bezwzględnie posłuszny, a tajemnicy niezłomnie dochowam cokolwiek by mnie spotkać miało. Tak mi dopomóż Bóg.

Formuła przyjęcia w szeregi Armii Krajowej brzmiała:

Przyjmuję cię w szeregi Armii Krajowej walczącej z wrogiem. Obowiązkiem twoim będzie walczyć z bronią w ręku. Zwycięstwo będzie twoją nagrodą, zdrada karana będzie śmiercią.

 Przysięgę tej treści składał każdy, kto chciał przystąpić do oddziału AK. Wstępujący wybierał sobie pseudonim, którego używał zamiast nazwiska. Spontanicznie, wysiłkiem oddolnej inicjatywy zaczęły powstawać lokalne grupy konspiracyjne. Łączyło tych ludzi ogromne zaufanie.

O zaangażowaniu kobiet z naszego terenu w działalność konspiracyjną pisał  w pamiętniku Jan Betlej ps. „Rafałek”. Pracowały nie tylko jako sanitariuszki, ale brały też udział w niebezpiecznych akcjach, zagrażających ich życiu. Potwierdzenie tego faktu znajdujemy we fragmentach książki Łukasza Grzywacza – ŚwitalskiegoZ walk na Podkarpaciu:

Najbardziej rozbudowana i operatywna była kobieca sekcja sanitarna z siedzibą w Warzycach.

Komendantka sekcji sanitarnej w Warzycach była młodziutka, bo zaledwie 19-letnia Eugenia Sanokowska („Jadwiga”), już na początku r. 1940 wprowadzona do ZWZ przez sierżanta Jana Betleja („Rafałek”) z Warzyc. Pracowała w podziemiu z młodzieńczym zapałem i zaangażowaniem przez cały okres okupacji, którą szczęśliwie przeżyła.

Początkowo – zanim objęła sekcję sanitarną – Sanokowska pomagała w niezmiernie trudnych warunkach szefowi prasowemu obwodu w wydawaniu tajnej prasy. Oddaną pomocnicę miała w swojej siostrze Józefie.

Pracę w sanitariacie rozpoczęła od zorganizowania sekcji. Następnie przystąpiła do szkolenia samej siebie i towarzyszek. Tu przyszła jej z pomocą Luiza Różańska, Austriaczka z pochodzenia, ale żarliwa Polka.(…) Z zawodu pielęgniarka, była żoną lekarza – w konspiracji szefa sanitarnego obwodu ZWZ – AK – Jasło – mjr. rez. dr. Franciszka Różańskiego („Róża”, „Motor”). Weszła do sekcji sanitarnej. Była inicjatorką sanitarnego szkolenia kobiet i wykładowczynią na kursach. Bez wahania udostępniła swój dom, dogodnie położony w Ulaszowicach. (…) Dla części kobiet, które szkoliły się w tym punkcie, prowadziła wykłady i ćwiczenia.

W drugim punkcie szkolenia zorganizowanym w Warzycach prowadził wykłady i ćwiczenia jej siostrzeniec, Tadeusz Geroch („Motorek”), student medycyny. Całość nadzorował mąż, dr Różański.

Specyficzna sytuacja p. Luizy umożliwiała konspiratorom lepszą orientację w nastrojach i zamiarach okupanta. Luiza Różańska bowiem potrafiła zawsze jakoś wyciągnąć potrzebne podziemiu wiadomości, dzięki czemu kilkakrotnie przyczyniła się do pokrzyżowania na wielka skalę aresztowań.

Niezależnie od tego od pierwszych dni wojny, a potem okupacji jako pielęgniarka i działaczka Polskiego Czerwonego Krzyża przystąpiła do niesienia pomocy wszystkim jej potrzebującym. A tych było bardzo wielu. Najpierw pomagała wędrującym na wschód Polski, a potem stamtąd powracającym, z kolei przyszły pierwsze transporty  wysiedlonych z terenów włączonych do Rzeszy, równocześnie zaczęło się zapełniać więzienie jasielskie.

Trzeba było zorganizować dożywianie bądź w ogóle żywienie wysiedlonych, trzeba było nieść pomoc więźniom w formie paczek żywnościowych i nawiązać z nimi łączność. Tę akcję niestrudzenie i nieustraszenie organizowały i prowadziły wraz z całą grupą kobiet Luiza Różańska i Seweryna Janicka, kierowniczka szkoły podstawowej w Jaśle.

Austriackie pochodzenie pani Luizy, świetna znajomość języka niemieckiego, działalność pod szyldem PCK były ogromnie przydatne w różnych sprawach interwencyjnych u okupanta.

W innym fragmencie książki czytamy:

Pomoc więźniom niosły także kobiety z pobliskich wiosek. Pragnę tu wymienić chociażby Zofię Betlej z Warzyc, która wraz z innymi dostarczała paczki żywnościowe do więzienia. (…)

Kiedy oddziały partyzanckie jako 5 pułk strzelców podhalańskich AK wystąpiły zbrojnie, dziewczęta i kobiety z sekcji sanitarnej towarzyszyły im w walce.

Rola ich nie kończyła się na udzielaniu pierwszej pomocy rannym i chorym; dostarczały one żywność do miejsc postoju i zasadzek na nieprzyjaciela, przenosiły przez tereny gęsto obsadzone Wehrmachtem i wszelkiego gatunku policją – amunicję i granaty ręczne.

Ileż to razy trzeba było przewieźć do lekarzy chorych przez drogi pełne niebezpieczeństw! Np. ciężko chorego Jana Betleja („Rafałek”), dowódcę I plutonu kompanii ppor. Władysława Dąbka („Łado”), trzeba było z lasu k. Glinika dostarczyć do Warzyc. Szczęśliwie udało się to „Jadwidze”.(…)

W okresie walk trzeba było przewieźć z Warzyc do Roztok pewną ilość granatów ręcznych. Czujni Niemcy pilnowali wszystkich dróg przelotowych. Podjęły się tego zadania trzy młodziutkie dziewczyny: „Jadwiga” (Eugenia Sanokowska), „Grażyna” (Janina Dubiel) i „Malwa” (Stanisława Pawlik). Na wózku przykrytym badylami ziemniaczanymi dostarczyły granaty walczącym żołnierzom.

 Pani Stanisłwa Ablewicz przekazała Instytutowi fragmenty rękopisów Jana Betleja ps. „Rafałek” i Jana Gałuszki ps. „Gebels”. Pierwszy materiał przedstawia strukturę organizacyjną ruchu oporu Armii Krajowej, a kolejne dwa to alfabetyczny początek listy, którą zatytułowano: Wykaz uczestników walk obronnych we wrześniu 1939 roku oraz uczestników ruchu oporu Armii Krajowej na terenie wsi Warzyce w latach 1940 do 1945.

Serdecznie dziękujemy za przekazany materiał!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kategorie: Instytut

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.