Moja „Mała Ojczyzna” – Warzyce – to miejsce, do którego zostaliśmy przypisani, z którego wyrastają nasze korzenie. Tu się wychowaliśmy, tu jest nasza rodzina, bliscy, przyjaciele; tu każdy z nas chce wracać…

To miejsce ma swoją historię, którą przekazali nam przodkowie, a my chcemy ją ocalić od zapomnienia dla tych, którzy przyjdą po nas. Tę lokalną miłość do ojczyzny musimy pielęgnować, bo mamy świadomość, że droga do prawdziwego patriotyzmu rozpoczyna się w domu rodzinnym i prowadzi przez szkołę, kościół, cmentarze i zabytki najbliższej okolicy. Tak rodzi się szacunek do ojczystego kraju i poczucie tożsamości narodowej.

Jesteśmy cząstką społeczności, której na imię Polska. Przetrwaliśmy wiele burzliwych okresów w naszej historii dzięki temu, że mamy własną kulturę i tradycje, które nas na tle Europy wyróżniają i czynią potężnymi.

Nasze wartości kulturowe to przekonania i zasady, które są cenione i podzielane. Kształtują one to, co uważamy za dobre, właściwe, ważne i godne naśladowania. Wpływają na postawy, zachowania, normy i przekonania, a także na to, jak ludzie postrzegają świat i jak się w nim zachowują.

Społeczny Instytut Dokumentowania Zbrodni Hitlerowskich w Warzyckim Lesie promuje w ramach swojej działalności twórczość regionalnych artystów, którzy poprzez swoje wiersze i prace plastyczne są nauczycielami lokalnego patriotyzmu.

 Tym razem publikujemy niezwykle wymowny wiersz Pani Marii Niemiec i pracę plastyczną Pani Joanny Samborskiej.

 

Leśna mogiła

Ku zachodowi słońce się chyli.
Nad warzyckim lasem zapada zmierzch.
A pod wzgórzem Pogorzały,
Wiatr historię dzieci opowiada.

            Biała brzoza chyli swe gałęzie.
            Delikatnie mech mogiły głaszcze.
            Cichuteńko śpiewa kołysankę dzieciom,
            Których nikt już nie utuli.

Warstwa liści pokrywa mogiłę.
Drzewa szumią nad nią smutno.
Jednym ruchem ręki, jednym ciosem,
Odebrano im wszystkie marzenia.

            Każde drzewo ten dzień pamięta.
            Ile główek dziecięcych uderzyło w pień tego świerka?
            Dziesięć? Dwadzieścia?
            Było ich przecież ponad pięćdziesiąt…

Rzucane w zimną ziemię, kwilące.
Z otwartych ust unosił się krzyk.
Rozpacz kalekich dzieci,
Nie wzruszyła gestapowskich serc.

            Płacze cicho, cichuteńko żółty listek.
            Kropla deszczu, rosy łzę uroni.
            Śpij chłopczyku, śpij mała dziewczynko,
            Matka ziemia do snu Cię utuli…

                                               /Maria Niemiec/

Kategorie: Instytut

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.