Okres okupacji hitlerowskiej to mroczny czas, z którego wyłaniają się wspomnienia, które stanowią bezcenne świadectwo tamtych tragicznych lat. Chcemy zaprezentować jedno z takich wspomnień, które udało nam się ocalić. Wspomnienia Pani Stanisławy Urban z końca 1944 r. dotyczące tragicznych wydarzeń związanych z wysiedleniem.
Jako Społeczny Instytut Dokumentowania Zbrodni Hitlerowskich w Lesie Warzyckim pragniemy ocalić od zapomnienia te osobiste historie, obrazy i emocje, które ukształtowały losy tak wielu. Publikując te relacje, chcemy oddać hołd ofiarom, zrozumieć mechanizmy zbrodni i przestrzec przyszłe pokolenia przed powtórką historii. Zachęcamy wszystkich, którzy przeżyli te dramatyczne wydarzenia lub posiadają rodzinne pamiątki – wspomnienia, listy, fotografie – do podzielenia się nimi. Wasze świadectwa są nieocenionym wkładem w budowanie pełniejszego obrazu przeszłości i zachowanie pamięci o tych, którzy odeszli.
Nazwisko zamordowanego brata Pani Stanisławy znajduje się w publikowanym wcześniej Rejestrze miejsc i faktów zbrodni popełnionych przez okupanta hitlerowskiego na ziemiach polskich w latach 1939-1945
Wspomnienia Pani Stanisławy Urban
Stanisława Urban urodzona 10. lutego 1933 roku, zmarła 12. grudnia 2021 roku.

Stanisława Urban
„12. września 1944 roku, podczas okupacji hitlerowskiej, około godziny 18-tej, dotarła do nas straszna wiadomość: wysiedlają mieszkańców Warzyc za Jasło. Słychać było dochodzący ze wsi płacz dzieci, ryk pędzonego bydła, paliły się domy i stodoły.
Miałam wtedy 11 lat. Moi rodzice wraz z bratem Edwardem, wynosili na wóz pościel, trochę odzieży, parę bochenków wcześniej upieczonego w piecu chleba. Nie było czasu na rozpamiętywanie tego, co z nami będzie, bo nikt nie był pewien, co stanie się za chwilę.
Wyjechaliśmy z podwórza, i jak nasi sąsiedzi wcześniej ustalili, wszyscy zboczyliśmy na polną drogę prowadzącą do lasu. Tatuś powoził koniem, a ja z siostrą Władzią, szłyśmy po lewej stronie wozu. Mama z bratem prowadzili 2 krowy za nami.
Ujechaliśmy może jakieś 200 metrów, gdy dotarł do nas groźny głos gestapowca. Był to dosłownie jeden moment, straszna chwila w życiu mojej rodziny. Ten niemiecki żołnierz strzałem z pistoletu zabił mojego 17-letniego brata Edwarda. Drugim strzałem, ten sam zwyrodnialec, zabił nam konia, który na pożegnanie tylko głośno „zakwiczał”. Tatuś z przerażenia uciekł w pobliskie zarosla. Mama i ja z siostrą, z płaczem uklękłyśmy przy leżącym w kałuży krwi bracie. Zasłonił się ręką, ale kula przeszła przez dłoń i śmiertelny strzał ugodził go w skroń.
Strach, rozpacz i nieopisany ból odebrały nam siły. Żandarm niemiecki kopał nas i bił po głowach gumową pałką. Ostatkiem sił wróciliśmy do drogi. Tam czekał na nas brat mojej mamy, Józef Niemiec. Podtrzymywał omdlałą mamę. Był tam też profesor Józef Gajda i Tadeusz Kłosak, którzy zaczęli rozmawiać po niemiecku z żandarmem, który nas prowadził. Doszedł też tatuś, który prosił gestapowca, żeby mu pozwolił iść do pozostawionego wozu chociaż po bochenek chleba dla dzieci, lecz ten rozwścieczony przystawił mu pistolet głowy. Tatuś uklęknął, zdjął czapkę z głowy i drżącymi wargami prosił: „Panie, daruj mi życie.” Ja zalękniona i zszokowana, z płaczem całując gestapowca po rekach, błagałam: „Nie zabijaj nam, panie, tatusia.”
Tak zdruzgotani, złamani, dotarliśmy do Brzyszczek, do Józefa Witusika, około godziny 24-tej, a potem do lasu, gdzie była reszta naszej rodziny, jak też i spora ilość mieszkańców Warzyc. W prymitywnych szałasach mieszkaliśmy do 10-tego października. Wtedy Niemcy wygonili nas i dotarliśmy do Trzcinicy. Tu, u Stanisława Czajki, mieszkaliśmy do 15-tego stycznia 1945 roku. W tym dniu wróciliśmy do opustoszałego domu. Ubrania, zboże, które ojciec schował w skrzyniach, zostały rozkradzione. W lutym, gdy ziemia trochę rozmarzła, wykopano ciało brata Edwarda, umieszczono w trumnie i po skromnym pogrzebie i odprawionej przez ks. Stanisława Biernata mszy świętej, pochowano jego szczątki na cmentarzu.
Mój brat, Edward był bardzo zdolnym chłopcem. Siedmioklasową szkołę podstawową ukończył z wynikiem bardzo dobrym. Miał piękny charakter pisma, posiadał duże zdolności muzyczne, malował piękne kompozycje kwiatowe. Podczas okupacji niemieckiej uczęszczał przez 2 lata na tajne nauczanie. Prowadzili je profesor Jan Gałuszka oraz profesorowie Tadeusz i Jerzy Twardziccy ze Lwowa. W tajnym nauczaniu brali udział: Edward i Stanisław Twarduś, Helena Sanokowska, Genowefa Sanokowska, Bronisław Twardzicki (kapłan), Józef Czernicki i Józef Głód z Lubli.
Przez długi czas przechowywałam pieczołowicie zeszyt do języka polskiego mojego brata. Pamiętam do dziś wiersz, który był tam wpisany:
Znów oczy masz niewyspane,
Z czerwoną u powiek smugą.
Pewnie spać poszłaś nad ranem,
Siedziałaś tej nocy długo?
Znów szyłaś moje koszule.
Ta noc to była już trzecia.
A ja uległem twym prośbom
I znów poszedłem spać jak dzieciak.
Lecz ja niedługo urosnę
I wtedy zmienimy role.
Uczynię cię w życiu radosną
I męczyć się nie pozwolę.
Zbuduje dom
I będziesz mi przez lat wiele,
Królową w jego pokojach,
Najlepszy mój przyjacielu,
Mateńko moja!”

Edward
Wspomnienia napisane na podstawie artykułu zamieszczonego w „Cebulce”, Piśmie regionalnym wydawanym przez Stowarzyszenie Przyjaciół Wsi Warzyce, styczeń – luty 2002, Nr 2(4).
0 komentarzy