„Pisząc tę książkę (…) starałem się odtworzyć prawdę tamtych czasów, nie tylko od strony faktów, lecz także ludzi, ich postaw, działalności, nastrojów, nadziei i konfliktów. (…) Na pewno wiele spraw pominąłem lub też opisałem niedokładnie. Wina to zawodnej pamięci ludzkiej i braku archiwum, które przepadło, jak wiele innych dokumentów.

Jedno jednak jest pewne: wszyscy, którzyśmy wtedy podjęli walkę o wolność narodu, uważaliśmy to za sprawę normalną, za nasz pierwszy obowiązek – mimo że stawką było życie. Wielu spośród nas nie żyje. Nie doczekali Polski, o którą walczyli. Z myślą o nich, aby nie zapadli w niepamięć, podjąłem się odtworzenia okresu walki z hitlerowskimi ludobójcami, choć tylko na niewielkiej części naszej ojczyzny.”

Tak Łukasz Grzywacz – Świtalski ps. „Jodła” wyjaśnia, w jakim celu napisał  książkę „Z walk na Podkarpaciu”. Wspomnieniom Jana Betleja ps. „Rafałek” przyświeca ten sam cel.

Część II wspomnień

Nadchodzi rok 1941. Nasz „Gebels”, słuchając radia (radia mogło słuchać tylko trzech zaufanych żołnierzy ZWZ), głosił w swoich gazetkach, że Hitler uderzy na Związek Radziecki. Początkowo śmialiśmy się z tego, że buja jak prawdziwy Gebels, lecz wreszcie musieliśmy mu przyznać rację, gdy zaczęliśmy się przekonywać na własne oczy. Coraz więcej zaczęło przybywać różnego rodzaju wojska niemieckiego na granicę radziecką, to jest nad San. Raz, gdy byliśmy u sędziego w godzinach wieczornych, wpada jeden z naszych ludzi i mówi, że bardzo dużo samolotów idzie na wschód, bo widać światełka. Wyszliśmy wtedy, aby je zobaczyć. „Maciej” około mnie klęknął, mówiąc: „nasze światełka lecą”. Wpatrujemy się uważnie w te światełka, aż tu okazuje się, że nie były to światełka samolotów, a świecące gwiazdy przebijające się poprzez poruszające się chmury. Prawdziwych samolotów, lecących na wschód, doczekaliśmy się 22. czerwca 1941 roku, kiedy to Niemcy napadły na Związek Radziecki.

Już pierwsze miesiące nowej wojny przynoszą Niemcom wielkie sukcesy. Ludzie w Warzycach zaczynają upadać na duchu, ale szeregi Armii Krajowej powiększają się. Powstają drużyny, plutony bojowe i dywersyjne. Tu znowu nasz „Gebels” okazał się motorem w redagowaniu wydawanych przez siebie gazetek. Warzyce zostają podzielone na trzy zespoły. Każdy z nich stanowił drużynę. Dowodzili nimi: Betlej Józef, Szerląg Antoni, Kozłowski Lucjan (ten odebrał ludzi od Stukusa Jana, który poszedł pracować na pocztę za zgodą dowództwa). Dowódcą patrolu sanitarnego był Sanokowski Jan, dowódcą patrolu dywersyjnego „Mały” – Ludwik Ligara, Owsiak Władysław miał patrol łączności, Jan Niemiec drużynę administracyjną. Do oddziału warzyckiego należały także: drużyna strzelecka z Bierówki pod dowództwem Romana Wójtowicza, drużyna strzelecka z Chrząstówki pod dowództwem Żółkosia Franciszka, drużyna C.K.M. z Niepli z dowódcą Gawłem. Szebnie były zostawione na poczet dowódcy kompanii. W Tarnowcu był pluton drugi. Była to kompania, której  dowódcą był porucznik „Łado” – Dąbek Władysław. W plutonach sporo było żołnierzy bez wyszkolenia wojskowego. Tych my szkoliliśmy. Chodziło przede wszystkim o zapoznanie strzelców z bronią i jej obchodzeniem się. Niezależnie od tego prowadzono kursy szkoły podoficerskiej. Kurs ten ukończyli: Ludwik Ligara „Mały”, Sanokowski Bronisław „Dąb”, Sanokowski Roman, Gałuszka Jan „Gebels” i inni.

Warzyce coraz więcej zaczynają oddziaływać na bliższą i dalszą okolicę. Mieszkanie „Macieja”, sędziego Twardusia, gościło coraz to nowych ludzi z Krakowa, Krosna. Nocowali tu: miejscowy inspektor „Jodła” i jego zastępca „Jastrzębiec”. Często przebywał także „Lis”, komendant obwodu jasielskiego. Całe Warzyce żyły życiem konspiracyjnym. Prawie wszyscy mężczyźni brali udział w ruchu oporu, nie brakło też i kobiet, które brały udział w pomocniczej służbie wojskowej. A życie to urozmaicała miejscowa prasa. Prasa zamiejscowa przychodziła z Krosna lub Rzeszowa. Przywozili ją najpierw Konieczny Józef z Brzyszczek, a później „Mały” – Ludwik Ligara z Warzyc. Z prasą nadchodziły przez pewien czas ulotki pisane w języku niemieckim, przeznaczone dla Niemców, które wtykaliśmy im, gdzie się tylko dało.

Niemcy wydały drakońskie zarządzenie gospodarcze – nie wolno było bez zezwolenia bić trzody chlewnej. Za bicie świni bez zezwolenia groziła kara śmierci. Jednak brak na rynku mięsa, a przede wszystkim tłuszczów, które były potrzebne dla ludzi ukrywających się jak też i dla siebie, zmusił niejednego do bicia tuczników. Naturalnie robiono to w tajemnicy przed okupantem.

Pewnego dnia kupiłem w Sieklówce tucznika, którego zabiłem na miejscu, a następnie zabitego załadowałem na sanie. Skierowałem się z nim do Warzyc. Wielkie było rozczarowanie, gdym się oglądnął za siebie na drogę i zobaczyłem duże ślady krwi na śniegu. Krew lała się z zabitego tucznika. Innym razem odciągnąłem Przybyłę od odstawienia świni Niemcom. Początkowo Przybyła zamierzał dostarczyć świnie na punkt skupu, ale gdy mu wytłumaczyłem, że przecież może zgłosić, że świnia zdechła, zgodził się tylko, że jego nie będzie w domu, bo on w tym czasie będzie w pracy (pracował na kopalni). Tak też się stało. Przybyła poszedł do pracy, a ja przy pomocy „Lisa” zagnaliśmy świnię do stodoły i tam ją zabiliśmy. Nie zdążyliśmy jej uprzątnąć, gdy w pobliżu ukazało się dwóch Ukraińców SS z Moderówki, gdzie kwaterowali. Byli oni gorsi od niejednego gestapowca. Byliśmy przygotowani na ich zlikwidowanie, jeśli wejdą do stodoły, ale do tego nie doszło. Ukraińcy, po zabraniu jajek z chałupy, oddalili się do swych kwater. Były różne przejścia podczas tych ubojów.

Pod koniec 1942 roku przybył do Warzyc „Jastrzębiec”, zastępca inspektora z Krosna i powiedział nam, że będziemy otrzymywać broń z rzutu z zagranicy. Termin odbioru tej broni miał być podany później. Tymczasem gestapo szalało – dokonywało obław, polowań na ludzi na roboty do Niemiec. Schwytanych, podejrzanych o pracę w konspiracji, likwidowano na miejscu. Toteż cmentarz w lesie warzyckim szybko się powiększał. Nastroje zrobiły się posępne. Wiadomości z frontów wydawały się również niewesołe.”

 

 

Kategorie: Instytut

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.