W materiałach publikowanych w ramach działalności Społecznego Instytutu Dokumentowania Zbrodni Hitlerowskich w Lesie Warzyckim, pojawia się dość często nazwa budynku, w którym w czasie II wojny światowej mieściło się więzienie. Rzecz dotyczy jasielskiej „Bursy”, katowni gestapo, gdzie więziono, przesłuchiwano, torturowano i mordowano ludzi. Wielu z nich zostało rozstrzelanych w warzyckim lesie.
Jaka jest historia budynku „Bursy”? Materiał na ten temat przekazał Instytutowi pan Wiesław Hap, jasielski historyk i regionalista, prezes Stowarzyszenia Miłośników Jasła i Regionu Jasielskiego.

W roku 1868, w początkowym okresie autonomii galicyjskiej, w Jaśle powstało Miejskie Gimnazjum Męskie. W 1875 roku zostało uznane jako „zakład państwowy”. Jego pierwotne lokum mieściło się we wschodniej pierzei Rynku, w budynku magistratu, obok ratusza miejskiego. Od jesieni 1892 roku ta zasłużona dla regionu placówka miała już nową siedzibę przy skrzyżowaniu ulic Czackiego i Mickiewicza. Posiadała również swoją salę gimnastyczną. W latach 1892-1893 w sąsiedztwie szkoły zbudowana została kaplica gimnazjalna. Jednak dużą bolączką całego środowiska, nie tylko szkolnego, był brak bursy dla uczniów z terenu dużej części Podkarpacia. Nie każdego bowiem było stać na wynajem pokoju u mieszkańców Jasła. Dlatego początkiem XX wieku władze szkolne rozpoczęły działania w tym zakresie. W 1911 roku, ze zbiórek Towarzystwa Opieki nad Młodzieżą przy ul. Na Młynek (obecnie ul. Za Bursą,) zakupiono parcelę, na której rozpoczęto budowę obiektu. Poświęcenie kamienia węgielnego miało miejsce 8 maja 1911 roku, po uroczystym nabożeństwie w kaplicy gimnazjalnej.
Po kilkunastu miesiącach, 5 października 1912 roku, ks. kanonik Aleksander Kwieciński, dokonał poświęcenia oddanej już miesiąc wcześniej do użytku jasielskiej bursy, której nadano imię naszego wieszcza narodowego, Adama Mickiewicza. Obiekt ten powstał dzięki staraniom grupy osób bardzo mocno wspieranych przez dyrektora Gimnazjum, Józefa Słotwińskiego. Koszt budowy wraz z zakupem gruntu wyniósł około 85 tysięcy koron. W pierwszym roku funkcjonowania bursy zamieszkiwała w niej czterdziestka uczniów. Placówka była utrzymywana przez Wydział Towarzystwa Opieki nad Młodzieżą Gimnazjalną w Jaśle. Jej pierwszym kierownikiem był profesor Bronisław Babiński, który tę funkcję pełnił dwa dziesięciolecia, do roku 1932.
W okresie pierwszej wojny światowej obiekt bursy był zajmowany na potrzeby wojenne, głównie na szpital wojskowy dla rannych żołnierzy i tzw. ozdrowieńców. Po zakończeniu wojny, przez całe dwudziestolecie II Rzeczypospolitej, bursa nadal służyła jako baza mieszkaniowa dla uczniów Państwowego Gimnazjum i Liceum im. Króla Stanisława Leszczyńskiego.
W latach drugiej wojny światowej, w trakcie okupacji niemieckiej, w budynku bursy mieściła się placówka gestapo. Wkrótce po zajęciu Jasła, Niemcy już w 1939 roku przystosowali do swoich potrzeb duże, poaustriackie więzienie, w którym przez cały okres okupacji przebywało średnio około 150 osób, ale bywało, że i drugie tyle. Więzieni byli w trudnych warunkach. Od 1 maja 1940 roku dotychczasowa bursa gimnazjalna stała się siedzibą gestapo. Odtąd wszystkich aresztowanych i przebywających w jasielskim więzieniu przesłuchiwano w tej katowni. Byli oni przewożeni z więzienia i przetrzymywano ich w czterech niewielkich piwnicznych celach „Bursy”.
Kolejnymi szefami placówki gestapo w Jaśle byli komisarze kryminalni: SS- Hauptsturmführer Heinz Schultze (od 1 V 1940 r. do 18 I 1941 r.), SS- Hauptsturmführer Wilhelm Raschwitz (do 12 VIII 1943 r.), SS- Hauptsturmbanführer Heinrich Hamann (do 1 XI 1943 r.), a następnie SS- Untersturmführer Josef Palten. Średnio pod ich rozkazami służyło kilkunastu funkcjonariuszy, których przez cały okres okupacji przewinęło się kilkudziesięciu. Wszystkich ich obciąża długi rejestr zbrodni. Na etacie niemieckiej placówki gestapo w Jaśle było także około dziesięcioro lokalnych konfidentów.
Budynek „Bursy” był jednopiętrowy. Na parterze, przy drzwiach wejściowych z kratą (otwieraną i zamykaną elektrycznie), była wartownia, a dalej mieściły się: kancelaria i biuro gestapowców, jadalnia, kasyno, magazyn żywności oraz sypialnia gestapowca Drzyzgi. Na pierwszym piętrze znajdowały się: sekretariat i biuro szefa placówki gestapo, magazyn broni, magazyn odzieży ofiar, kasa oraz pomieszczenia sypialne dla funkcjonariuszy. W suterenach, oprócz kuchni, pralni, magazynów, garaży, schronu i pomieszczenia windy, na rogach obiektu, znajdowały się po dwie niewielkie cele, w których gestapowcy zamykali aresztowanych. Więźniowie przebywali tu w okresie śledztwa. Mimo, że ich przesłuchania odbywały się na parterze, to często także i w celach byli oni przesłuchiwani i torturowani. Otrzymywali znacznie gorsze wyżywienie niż w miejscowym więzieniu, nie odwiedzali ich lekarze więzienni, nie otrzymywali paczek od rodziny, nie mieli tu wsparcia ze strony Polskiego Komitetu Opieki. Nie mieli też szans na otrzymanie lub podanie grypsu.
W części sutereny znajdowały się niewielkie cele, w których gestapowcy umieszczali aresztowanych przewożonych z jasielskiego więzienia. Więźniowie przebywali w ciasnych, tłocznych celach. Spali na betonowej podłodze, niektórzy w kajdanach na rękach lub nogach. W tych piwnicznych celkach, na oczach innych więźniów, musieli załatwiać do przynoszonego i wynoszonego wiadra swoje potrzeby fizjologiczne, tu byli bici i katowani, niektórzy nawet na śmierć.
Więźniów przesłuchiwano w bardzo brutalny sposób. Perfidnymi i wyrafinowanymi metodami dręczono ich fizycznie i psychicznie. Tortury te często kończyły się śmiercią. Wielu skatowanych, sporo spośród nich na noszach, powracało do więzienia, a stamtąd byli wywożeni do innych więzień, najczęściej do Tarnowa lub Krakowa, a następnie do obozów koncentracyjnych, głównie do Oświęcimia, innych kierowano do obozów w Pustkowie i Szebniach. Po wydaniu wyroków śmierci skazanych wywożono poza Jasło i mordowano najczęściej w lesie warzyckim, w Jedliczu, Tylawie, Sieklówce, Rzepienniku Suchym i na cmentarzach, jasielskim kirkucie oraz w Krośnie i Gorlicach. Szacuje się, że przez cały okres okupacji niemieckiej przez mury budzącej wówczas wśród mieszkańców Podkarpacia przerażenie i grozę osławionej „Bursy”, przeszło ponad dziesięć tysięcy osób. Ile spośród nich przeżyło?
W czasie przesłuchań więźniów bito i znęcano się nad nimi. Zwracano się do nich: „Wy polskie świnie i psy!”. Oddajmy głos więźniom, którzy przeszli przez piekło przesłuchań niemieckich oprawców. Stanisław Nyrkowski wspominał: Po spisaniu personaliów zaprowadzono mnie do „Bursy” do specjalnej sali z zasłoniętymi oknami i tam znęcano się nade mną na różne sposoby. Kiedy zawieszono mnie na drążku żelaznym, przeplecionym przez ręce i nogi, zwisającą głowę zanurzono mi w wiadrze wypełnionym uryną i kałem (takie wiadro stało w celi w suterenie i codziennie wynosił je jeden z więźniów – W.H.). Szczuto mnie też wilczurami. Wielokrotnie traciłem przytomność. Kiedy po raz kolejny ją odzyskałem, leżałem w piwnicy na koksie. Tutaj widziałem śmierć dobitego na moich oczach chłopca z odgryzioną częścią twarzy (przez gestapowskiego psa – W.H.), który na komendę nie mógł się podnieść. Mnie się to udało […]. W celi położono mnie na brzuchu, opierając na wałkach ze szmat, które miały chronić moje potłuczone kolana.
Inny więzień, Antoni Chajec, dodawał: Byłem bity przez gestapowca Matheusa ręką, bykowcem, łańcuchem. Byłem kopany. Przesłuchiwał mnie również tłumacz o nieznanym mi nazwisku, który również bił mnie po całym ciele i raz doliczyłem siedemdziesiąt sześć uderzeń bykowcem, po czym straciłem przytomność. W ten sposób byłem przesłuchiwany czterokrotnie.
Michał Doński, ps. „Stańko”, lewicowy działacz ruchu oporu, przechodzący szykany zarówno w więzieniu jak i w „Bursie”, uzupełniał: Trzymano nas tam w okropnych warunkach i znęcano się w okrutny sposób. Bito pałkami, w rany sypano sól, wybijano zęby, stawiano bosymi nogami do niegaszonego wapna, szczuto psami. Sala „przesłuchań” była cała zbryzgana krwią. Na głowę wkładano ofiarom maski przeciwgazowe, by nie słychać było krzyków i jęków. Gdy ktoś zemdlał, polewali go wodą i znów bili.
Strażnik więzienny, żołnierz Armii Krajowej, późniejszy uczestnik słynnej akcji „Pensjonat”, Józef Okwieka, dodawał: Ludzie ci byli bici w okrutny sposób, maltretowani moralnie. Jedną z wyszukanych metod zbrodniczych przesłuchań było zamykanie więźniów w kasie pancernej. Pobitym więźniom podawano wodę z solą i pieprzem. Słyszałem również, że Niemcy rozciągali ciała więźniów za pomocą łańcuchów i kołowrotu. Właściwie były to sprężyny, po naprężeniu ciała więźniów oprawcy przystępowali do bicia, używając przy tym wytresowanych psów, które szarpały ciała więźniów.
Wielu więźniów celowo bito po nerkach, łamano im kończyny, zamykano w kasie pancernej, gdzie po jakimś czasie duszono się z braku powietrza (wtedy kasę otwierano), rozciągano ich łańcuchami i bito po całym naprężonym ciele. Więźniowie byli bici czym popadło, najczęściej tzw. bykowcem. Szczuto ich też specjalnie tresowanymi psami, rzucającymi się na komendę na ludzi i kąsającymi ich. Były i przypadki, że więźniów zakatowano w „Bursie” na śmierć, tak jak jasielskiego lekarza, Juliana Neya. Jako członek Armii Krajowej kierował komórką konspiracyjną, która przygotowywała dokumenty dla członków ruchu oporu i Żydów. Za tę działalność został aresztowany przez Niemców i po brutalnych przesłuchaniach zamordowany w październiku 1943 roku. Świadczy o tym tablica znajdująca się w jednej z zachowanych do dziś cel, które stanowią Izbę Pamięci.
Ale był również przypadek udanej ucieczki z „Bursy”. Dokonał tego oficer ZWZ – AK, dowódca placówki Jasło, Stanisław Wachowski ps. „Jurand”. Został aresztowany przez miejscowych gestapowców i po tygodniowych torturach i przesłuchaniach postanowił podjąć ryzyko ucieczki, co mu się udało. Dokonał tego w czerwcu 1941 roku. Zdesperowany, z połamanymi żebrami, wybitymi zębami, uszkodzonym okiem i odbitymi nerkami, zdając sobie sprawę, że ma małe szanse na przeżycie, postanowił wykorzystać chwilę nieuwagi strażników. Dzięki temu przeżył, chociaż historia tej ucieczki, pościgu i dalszych losów „spalonego” w Jaśle patrioty, ukrywającego się do końca okupacji i utrzymującego stałe kontakty z ZWZ – AK, może być tematem osobnej opowieści.
Należy dodać, że gestapowcy z „Bursy” wykazywali wyjątkową gorliwość w swej haniebnej służbie. Przechadzając się ulicami miasta, często w towarzystwie specjalnie tresowanych do atakowania ludzi psów, czy wyjeżdżając na teren wiosek, siali postrach wśród ludności. Ich postaci doskonale znali nie tylko mieszkańcy Jasła, ale i okolic. Zdawali sobie sprawę, że spotkanie z nimi mogło w każdej chwili oznaczać śmierć, a w najlepszym przypadku szykany, męki i tortury. Mając pozwolenie, by rozstrzeliwać każdą osobę podejrzaną o wrogi stosunek do Niemców, bez żadnej procedury śledczej i sądowej, byli bezkarni. By zginąć z ich rąk wystarczyło bardzo niewiele. Słynęli z sadyzmu, okrucieństwa i niezwykłej aktywności w egzekucjach. Do tych największych kreatur ludzkich obok Niemców należał, niestety, Polak, przedwojenny podoficer zawodowy Wojska Polskiego, Teodor Drzyzga. Kilku z nich, w tym i ten renegat, zostało odznaczonych przez zwierzchników za szczególne zasługi w „zwalczaniu polskiego ruchu oporu”.
Końcem 1944 roku budynek przy ul. Na Młynek został przez Niemców w dużej mierze spalony. Po zakończeniu działań wojennych obiekt po odbudowie przywrócono do pełnienia zgoła innych funkcji niż w mrocznych latach wojny. Został przystosowany na cele szpitalne aż do czasu powstania obecnego szpitala powiatowego. Jeszcze do niedawna mieścił się w nim Oddział Psychiatryczny Szpitala Specjalistycznego w Jaśle (ul. Za Bursą 1).
W piwnicach „Bursy” zachowały się dwie cele zamienione na Izbę Pamięci, gdzie zgromadzono pamiątki po ofiarach niemieckich zbrodni. Znajdują się tam m.in. kajdany do zakuwania więźniów, archiwalne fotografie oraz materialne pamiątki po czasach wojny. Można również zapoznać się z zamieszczoną w gablotach historią tego Miejsca Pamięci Narodowej, opracowaną przez piszącego te słowa. Na zewnątrz budynku widnieje pamiątkowa tablica o treści: „Pamięci tych co w latach wojny 1939-1944 przez gestapo niemieckie zadręczeni tu w lochach więziennych skonali lub wyprowadzeni z nich od kuli niemieckiej padli albo w obozach koncentracyjnych zginęli – ocaleli towarzysze – więźniowie”.
Cele „Bursy” są świadectwem martyrologii ludności Ziemi Jasielskiej i całego regionu. Od ponad trzydziestu lat opiekują się tym szczególnym miejscem, na ile mogą, instruktorzy i harcerze 139. Drużyny Harcerskiej „Lisy” im. płka Leopolda Lisa-Kuli w Jaśle pod kierunkiem hm. Wiesława Hapa. W trakcie jednych z prac renowacyjnych, które w tym miejscu trzeba przeprowadzać co kilka lat, udało się dotrzeć do ukrytych dotychczas pod powłoką wapna fragmentów ścian z zachowanymi napisami pozostawionymi przez więźniów. Oto kilka z nich: „Przybyłowski”, „Toki”, „Kwilosz”, „Olek”, „44 r.”, „22.7. 44”., kilka inicjałów, wyryte „kartki kalendarza” z zaznaczonymi dniami i kilkanaście nieczytelnych napisów. Na autorze tekstu największe wrażenie zrobił „zapis” ze znamienną datą „22. 7. 44”. Tego dnia ogłoszono Manifest PKWN i rodziła się „ludowa” Polska, a tu w kazamatach jasielskiej „Bursy” jakiś więzień być może uwieczniał datę swoich ostatnich chwil życia… .

Tablica pamiątkowa na budynku jasielskiej Bursy
Wejście do celi dawnego więzienia gestapo
Historia jasielskiego więzienia i niezwykle sugestywne opisy tego, co się w nim działo, zamieszczone w artykule, podziałały zapewne na wyobraźnię Czytelników i po raz kolejny uświadomiły, dlaczego tak mało ofiar pogrzebanych w warzyckim lesie udało się zidentyfikować. Trudno sobie nawet wyobrazić, przez co przeszli i co przeżyli więźniowie jasielskie „Bursy”. Wielu z nich znalazło wiekuisty spokój na warzyckiej ziemi.
Zdjęcia ze strony: https://pl.wikipedia.org/wiki/Bursa_Jasielska
0 komentarzy