Historia rozstrzelanego w lesie warzyckim Stanisława Gałuszki z Przybówki jest jedną z wielu, do której udało się Instytutowi dotrzeć i przybliżyć Czytelnikom wydarzenia, które rozegrały się w tym miejscu masowego mordu. Historia ta jest o tyle ciekawa, że to chyba jedyny przypadek bohatera zamordowanego w tym lesie, którego ciało zostało wydobyte z grobu i pochowane w Łączkach Jagiellońskich. Jego nazwiska nie ma na kamiennych tablicach stojących na cmentarzu.
Wspomnienia siostrzeńca Stanisława Gałuszki ps. „Strzęp”,
pana Wacława Potyrały z Przybówki

„Nazywam się Wacław Potyrała. Moja mama, Maria była siostrą Stanisława Gałuszki, który został rozstrzelany w lesie w Warzycach 16 maja 1944 roku.
W naszym domu rodzinnym nie mówiło się wiele na temat wujka Stanisława, ponieważ obawiano się konsekwencji. Zwyczajnie po ludzku mówiąc, wszyscy się bali. Cała nasza rodzina była w pewien sposób związana z ruchem oporu. Mój ojciec, Kazimierz był członkiem Armii Krajowej, a mama, była łączniczką – przenosiła różne wiadomości w wyznaczone miejsca. Oboje wspominali, że wujek Stanisław ukrywał się w ich starym domu, a także w tym, w którym obecnie mieszkamy. Nasz dom był budowany w szybkim tempie ze zgromadzonego drzewa, bo baliśmy się, że nam to drzewo zabiorą. Kilka lat po wojnie, przy rozbudowie domu, na strychu pod dachem, znaleźliśmy kilka „kenkart” wujka. Daliśmy je mojej mamie, żeby zachowała na pamiątkę, ale ona je spaliła. Bała się, że ktoś może przyjść na rewizję i będą z tego nieprzyjemności. Wiemy, żewujek często zmieniał swoje miejsce pobytu, zmieniał też pseudonim. Ukrywał się w różnych miejscach.
Wiele rzeczy dowiedzieliśmy się na temat wujka Stanisława dopiero wtedy, jak pan Mieczysław Stec rozpoczął starania o nadanie szkole w Przybówce jego imienia.
Przed wojną nasz wujek był nauczycielem w Baligrodzie. Szanowano go i ceniono, bo był mocno zaangażowany nie tylko w pracę nauczycielską i wychowawczą, ale też w działania społeczne.
Aresztowany został 28 kwietnia 1944 roku i osadzony w więzieniu w Jaśle. Z opowiadań wiem, jakie były okoliczności jego aresztowania.
Wujek był aktywnym członkiem ruchu oporu, znanym w środowisku partyzantów. Tego feralnego dnia miał jechać do Przemyśla na spotkanie organizacyjne, ale zaspał na pociąg. Spieszył się. Moja babcia wielokrotnie powtarzała, że lepiej by było, gdyby ten pociąg odjechał bez niego. Mówiła też, że ma ciągle przed oczami jego, biegnącego co sił w nogach, z rozpiętym płaszczem, który rozwiewał wiatr. W pociągu na trasie Rzeszów – Jasło, prawdopodobnie w okolicach Wiśniowej, został aresztowany przez gestapo. Ktoś z pasażerów, jakiś konfident, go rozpoznał i powiadomił Niemców. Zaraz też dotarła do wsi wiadomość o jego aresztowaniu i członkowie ruchu oporu chcieli zorganizować akcje odbicia wujka Stanisława, ale nie przeprowadzono tej akcji z obawy o to, że Niemcy w odwecie mogliby spacyfikować całą wieś.
Moja mama opowiadała, że po jego aresztowaniu chodziła do Jasła do „Bursy”, gdzie był przetrzymywany. Zanosiła mu paczki z żywnością i bielizną. Wszyscy żyli w ogromnym strachu o życie wujka, bo wiedzieli, że w więzieniu jest poddawany strasznym torturom. Obawiali się, że nie wytrzyma katowania i z bólu może kogoś wydać, i wtedy przyjadą Niemcy i aresztują tych, których nazwiska poda. Chciała uzyskać widzenie z bratem, ale jej nie pozwolono.
Gdy dotarła do kolegów wujka wiadomość, żezostał rozstrzelany w lesie w Warzycach, podjęto decyzjęo rozkopaniu mogiły i wyciągnięciu z niej zwłok. Z opowiadań wiem, że w nocy pojechało na rowerach czterech członków ruchu oporu, współtowarzyszy wujka, do lasu w Warzycach, rozkopano mogiłę, wydobyto ciało i przywieziono zwłoki do Chrząstówki, do domu pod lasem. Mieszkał w nim człowiek, którego nazywano „Lewonek”.
Powiadomiono o tymrodziców wujka Stanisława. Moja mama poszła go w nocy zobaczyć. Miała wtedy 25 lat i całkowicie posiwiała jak zobaczyła, w jakim stanie był jej brat. Miał powyrywane paznokcie u rąk i nóg, a także przypalone przyrodzenie. Przeszedł niewyobrażalne tortury, ale go nie złamali i nikogo nie wydał.
Rodzice mieli wyrzuty sumienia, że go wydobyto z mogiły zbiorowej w lesie warzyckim i pochowano w Łączkach Jagiellońskich, bo tam, jak mawiali, leżał sam. W zbiorowej mogile byłby ze swoimi współtowarzyszami niedoli.
Kiedy w miejscu masowych mordów w warzyckim lesie utworzono cmentarz ofiar terroru hitlerowskiego i w pierwszą niedzielę września odbywały się w tym miejscu uroczystości patriotyczno – religijne, jeździliśmy tam całą rodziną. Moja mama za każdym razem strasznie przeżywała w tym miejscu śmierć wujka i żałowała, że został przeniesiony do Łączek Jagiellońskich, bo tam leży sam, trochę zapomniany, a tu na cmentarzu w warzyckim lesie odbywają się takie wzniosłe uroczystości każdego roku.
Pan Mieczysław Stec, jako jedyny,odwiedzał moich rodziców, gdyż twierdził, że gdyby Stanisław wydał nazwiska członków ruchu oporu z Przybówki i z okolic, cała wieśzostałaby spacyfikowana. Dlatego wziął sobie za punkt honoru, upamiętnienie naszego krewnego poprzez nadanie szkole podstawowej w Przybówce jego imię.
Z nadaniem imienia też były przeszkody, gdyż pisma, z jakiegoś powodu, utknęły w szufladzie sekretariatu w kuratorium. Pan Stec, mimo wielu przeszkód, jednak nie ustawał w staraniach.
Na spotkaniu byłych członków AK w Odrzykoniu był obecny oficer w wysokim stopniu z Warszawy, rodem z Tarnowca. Pan Stec poprosił go o pomoc w załatwieniu sprawy nadania imienia szkole. Obiecał pomóc, ale okazało się, że żadne pismo w tej sprawie do Warszawy nie dotarło, bo utknęło w Krośnie. Dopiero po interwencji zostało wysłane i pozytywnie rozpatrzone.
Szkoła chciała uzyskać jakieś pamiątki po wujku Stanisławie do izby pamięci. Chcieli też pozyskać książki i inne przedmioty z domów, w których wujek się ukrywał, ale się nie udało. Wszystko, co było z nim związane, ze strachu było niszczone.
Na podstawie posiadanego przez mamę zdjęcia znajomy rzeźbiarz, Władysław Kandefer z Iwonicza, wykonał rzeźbę, a w Zakladzie Urządzeń Naftowych „Naftomet” Krosno, wykonano odlew. Tablica została zrobiona przez znajomego z Krakowa. To był wkład naszej rodziny.
Dodam jeszcze na koniec, że w domu, w którym obecnie mieszkamy, był magazyn broni ze zrzutu, który miał miejsce w lesie. Broń była przechowywana w oborze w beczce. W oborze był też specjalny schowek, do którego chował się wujek Staszek, jak Niemcy go szukali.”
0 komentarzy