W okresie II wojny światowej, w Warzycach, prężnie działał ruch oporu. Jego członkowie prowadzili różnorodną działalność – pomoc potrzebującym, ukrywanie poszukiwanych przez gestapo, obserwację terenu, organizowanie zrzutów broni, wydawanie i kolportaż prasy podziemnej i ulotek, identyfikacje ofiar na warzyckim cmentarzu i wiele innych. W akcje zaangażowanych było wielu mieszkańców wioski.
W materiałach, które dotarły do Społecznego Instytutu Dokumentowania Zbrodni Hitlerowskich w Lesie Warzyckim, bohaterów ruchu oporu określa się ich pseudonimami. Dlaczego? W konspiracji obowiązywała zasada: im mniej wiesz, tym bezpieczniej dla ciebie, twoich bliskich i towarzyszy. Pseudonim stawał się nową tożsamością, a prawdziwych nazwisk nie znali czasami koledzy z oddziału. Wszystko dla bezpieczeństwa. Pseudonimy były też zmieniane, jeśli groziło jakieś niebezpieczeństwo konkretnemu działaczowi.
Pani Stanisława Ablewicz przekazała Instytutowi pamiętnik, spisany przez Jana Betleja ps. „Rafałek”. To z jego inicjatywy w Warzycach powstała aktywna komórka ruchu oporu. Kim byli bohaterowie, o których mowa w pamiętniku?
Józef Modrzejewski ps. „Lis”,
Jan Gałuszka ps. „Gebels”,
Janina Dubiel ps. „Grażyna”,
Stanisława Sanokowska ps. „Stokrotka”,
Genowefa Sanokowska ps. „Jadwiga”,
Stanisława Pawlik ps. „Malwa”,
Władysław Dąbek ps. „Łado”,
Ludwik Ligara ps. „Mały”,
Jan Betlej ps. „Rafałek”,
Antoni Holik ps. „Gazda”,
Józef Zając ps. „Pielgrzym”,
Kazimierz Twarduś ps. „Maciej”.
Józef Betlej ps. „Socha”,
Antoni Szerląg ps. „Żbik”,
Lucjan Kozłowski ps. „Sroka”,
Władysław Owsiak ps. „Wacek”,
Jan Sanokowski ps. „Bandaż”,
Jan Niemiec ps. „Kukułka”,
Roman Sanokowski ps. „Klon”,
Franciszek Dubiel ps. „Czajka”,
Helena Wójtowicz ps. „Ruta”,
Franciszek Wójtowicz ps. „Kosa”,
Bronisław Sanokowski ps. „Dąb”,
Zbigniew Cerkowniak ps. „Boruta”.
Informacje te pomogą lepiej zrozumieć treść pamiętnika, który publikowany będzie w pięciu fragmentach.
Pani Stanisławie Ablewicz dziękujemy za przekazane Instytutowi materiały.
Część I wspomnień

„Po powrocie z wojny w 1939 roku i przywiezieniu rodziny do rodzinnej wsi Warzyce (przed wojną mieszkałem w Dynowie), jak wielu Polaków, a zwłaszcza wojskowych, którzy szli za granicę, by tam walczyć dalej z Niemcami, poszedłem ich śladem. Dowiedziałem się, że z Nowego Sącza można za opłatą dostać się autobusem do Jugosławii. Wybrałem się tą drogą. Po dostaniu się do Szalowej, zatrzymałem się u znajomej nauczycielki, Heleny Sanokowskiej. Tu poznałem, za pośrednictwem księdza Cwynara, dwóch wojskowych, którzy tak jak ja wybierali się za granicę. Autobusu, o którym słyszałem w Warzycach, nie było. Trzeba było się przedzierać na Węgry przez tereny Czechosłowacji. Zastanawialiśmy się nad zaistniałą sytuacją. Dyskutując, doszliśmy do przekonania, że lepiej będzie, gdy pozostaniemy w kraju i tu podejmiemy walkę z okupantem. Tak też uczyniliśmy, wracając każdy w swe strony.
W taki to sposób znalazłem się ponownie w Warzycach, gdzie w grudniu 1939 roku przystąpiłem do zorganizowania na terenie wsi ruchu oporu. Zrobiłem więc zebranie u Romana Sanokowskiego, w którym wzięli udział: Niemiec Jan, Sanokowski Jan, Sanokowski Roman i Urban Józef. Po zapoznaniu zebranych jaki jest cel zebrania, wszyscy zgodzili się przystąpić do tajnej organizacji. Zadaniem tej komórki początkowo było nieść pomoc potrzebującym, a przede wszystkim kobietom, których mężowie nie powrócili z wojny oraz ukrywającym się przed policją niemiecką.
Tak powstała pierwsza komórka konspiracyjna na wschód od Jasła.
Ja, licząc się z tym, że będzie więcej takich jak ja, którzy nie poszli za granicę, tylko w kraju tworzą komórki konspiracyjne, starałem się ich odszukać i nawiązać z nimi kontakt. W styczniu 1940 roku poznałem leśniczego lasów położonych na północ od Warzyc, inżyniera Kliera, mieszkającego w Jaśle. W kilka dni potem leśniczy kontaktuje mnie w lesie z osobą o pseudonimie „Zeklika”, wysłannikiem Związku Walki Zbrojnej. Odbiera on ode mnie przysięgę i wręcza mi jej tekst, przy czym mówi, że takich komórek jak w Warzycach, jest dużo w całym kraju.
Gdzieś w marcu 1940 roku zwołuję drugie zebranie, na które przychodzą wszyscy, którzy byli na pierwszym, plus Ludwik Ligara. Odbieram od niego przysięgę, a następnie dowiaduję się, że każdy z nich utworzył komórkę, składającą się z trzech ludzi. Na to zebranie przynoszę gazetkę pisaną na maszynie, odbijaną na powielaczu. Dostałem ją z powiatu krośnieńskiego, z którym w międzyczasie nawiązałem kontakt. Te gazetki podnosiły bardzo na duchu. Czytali je prawie wszyscy w stajniach, stodołach i innych ukrytych miejscach, by się nie dostała w ręce niepowołane.
Coraz więcej osób zaczyna przystępować do tajnej organizacji wojskowej. Organizacja warzycka powiększa się o nowych żołnierzy: Betleja Józefa, Stukusa Jana, Szerląga Franciszka. Dalej zostają zaprzysiężeni Wójtowicz Roman z Bierówki i Kiszka Jan z Niepli, którzy zaczęli tworzyć u siebie nowe komórki. Jasło w tym czasie zostaje podzielone na rejony – mnie przypadają: Warzyce, Bierówka, Niepla, Chrząstówka i Szebnie. Do Warzyc zaczynają docierać rozkazy z komendy obwodu w Jaśle za pośrednictwem p. chor. „Gazdy”, z którym nawiązałem kontakt. W roku 1940 „Gazda” z nieznanym mi osobnikiem robią szkic mostu kolejowego w Brzezówce. Oddaje mi „Gazda” ten szkic z poleceniem zrobienia skrzynek na materiał wybuchowy, który umieszczony w nich ma służyć do zniszczenia tego mostu. Urban Józef dostarczył desek, Ligara Ludwik zrobił skrzynki, lecz te nie zostały użyte z powodu braku materiałów wybuchowych. Zorganizowaliśmy pocztę w ten sposób, że pod wyznaczonym drzewem zakopana była skrzynka, w którą wkładana była poczta. Kto wkładał, nie wiedział, kto ją będzie wybierał i odwrotnie.
Ludwik Ligara, pseudonim „Mały”, zdobywa radio i instaluje go w swoim warsztacie. Warzyce więc czerpią wiadomości z zagranicy nie tylko z gazetek, ale i z własnego radia. Dalej do organizacji wciągam dalszych mieszkańców Warzyc – Juliana, Bronisława, Józefę i Eugenię Sanokowskich, sędziego Twardusia Kazimierza o pseudonimie „Maciej”, pod. chor. Władysława Owsiaka, Gałuszkę Jana, nauczyciela, który przyjmuje pseudonim „Gebels”.
Dom „Macieja” staje się punktem kontaktowym wyższych dowódców. „Gebels” zaś zajął się wydawaniem gazetek. Maszynę do pisania zdobyto w młynie w Czeluśnicy, radio przywieziono z Sowiny, a powielacz skąd, nie wiem. Stodoła Dubiela Władysława posłużyła na umieszczenie w niej radia i odbierania ze świata wiadomości. W wydawaniu gazetek pomagała bardzo dużo Eugenia Sanokowska, przebijając je na powielaczu.
Pewnego dnia w marcu 1941 roku zostałem wezwany do Czeluśnicy na odprawę, która odbyła się w sklepie koło szkoły. Tam też poznałem swego komendanta obwodu, „Wilka”, potem „Lisa”. Przedstawił nam go „Gazda”. Po złożeniu raportu o stanie mojego oddziału, „Gazda” zwrócił się do mnie, bym wyszukał kwaterę dla niego i komendanta obwodu. Wkrótce też znalazłem ją u Przybyły Władysława w Chrząstówce. Trochę miałem kłopotu, gdy pewnego dnia gospodyni przy słaniu łóżek znalazła rewolwer. Wystraszyła się bardzo i zaraz przybiegła do mnie, do Warzyc, odległych około 10 kilometrów. Trzeba było użyć dużego wysiłku, aby kobietę uspokoić. Była dobrą Polką i patriotką. Gdy się więc dowiedziała prawdy, nie tylko uspokoiła się, ale nawet przyzwyczaiła do swych przypadkowych lokatorów, a przede wszystkim do „Gazdy”, który w wolnych chwilach śpiewał i gwizdał tak, że gdy ich dłużej nie było, to przychodziła do mnie z zapytaniem, co się z nimi dzieje. A bywało, że często wyjeżdżali w teren powiatu na dłuższy czas. Na tej kwaterze, komendant obwodu „Lis” i jego zastępca „Gazda”, przebywali prawie do końca okupacji.
W miarę przedłużania się wojny, coraz więcej ludzi było zagrożonych, poszukiwanych przez Gestapo. Ludzi tych, pozbawionych domu i chleba, ukrywających się, należało wyżywić. Z artykułów żywnościowych najtrudniej było dostać cukier, ale i tu obwód radził sobie, jak tylko mógł. Po prostu od czasu do czasu podbierał z magazynów niemieckich. Było to tak: któregoś dnia wręczył mi „Gazda” kartkę od Piegłowskiego z Jasła i polecił mi, abym z tą kartką udał się do magazynu niemieckiego, znajdującego się koło stacji kolejowej w Jaśle i pobrał parę worków cukru. Nie bardzo wtedy z Sanokowskim Romanem wierzyliśmy, że cukier ten otrzymamy. Gdy podjechaliśmy wozem pod magazyn, kazałem Sanokowskiemu czekać, a w razie, gdybym długo z biura nie wracał, ma odjechać do Warzyc. Okazało się, że moje obawy były przedwczesne, bo po okazaniu kartki, jako hodowca pszczół, otrzymałem asygnatę do magazynu na wydanie cukru. W innym więc nastroju wyszedłem z biura i raźno podążyłem do furmanki, na którą załadowaliśmy cukier i wróciliśmy do Warzyc. W Warzycach już czekał na nas „Gazda” i po wyładowaniu cukru rozdzielił je na domy, w których znajdowali się poszukiwani przez Gestapo. Później po takie przydziały jeździliśmy już z mniejszą obawą.”
Dodatkowe informacje:
W książce „Z walk na Podkarpaciu” autorstwa Łukasza Grzywacza – Świtalskiego” ps. „Jodła” czytamy:
„Zalążek plutonu warzyckiego stanowiła grupa mieszkańców Warzyc zorganizowana z inicjatywy Jana Betleja.
Pierwsze zebranie organizacyjne tej grupy odbyło się w grudniu 1939 roku w mieszkaniu Romana Sanokowskiego. Wzięli w nim udział: Jan Betlej, Jan Niemiec, Józef Urban i Jan Sanokowski. Początkowo jako jedno z pierwszych zadań grupy przyjęto udzielanie pomocy osobom ukrywającym się przed policją niemiecką oraz niesienie pomocy kobietom, których mężowie nie powrócili z wojny. Wkrótce do grupy przyłączyli się inni mieszkańcy Warzyc: Józef Betlej, Ludwik Ligara, Antoni Szerląg, Bronisław Sanokowski, Kazimierz Twarduś, Józef Zając, a po nich cała wieś.
Duszą ośrodka był sędzia Kazimierz Twarduś, którego dom stał się punktem kontaktowym wyższych dowódców. Tu też przez dłuższy czas znajdowała się komenda obwodu.”

0 komentarzy