Warzycki cmentarz ofiar terroru hitlerowskiego to jedna wielka mogiła, która skrywa prochy około 5000 ofiar. Są wśród nich znani ludzie z regionu, ale i setki anonimowych bohaterów tamtych dramatycznych czasów – przypadkowo schwytani podczas łapanek ludzie, aktywni działacze ruchu oporu, zwykli partyzanci; są też całe rodziny, które zaangażowały się w walkę z okupantem na różnych płaszczyznach i przypłaciły to życiem. Do takich należą Madejewscy z Jasła.
Na cmentarzu w warzyckim lesie została rozstrzelana Florentyna Madejewska. Gdzie spoczywają doczesne szczątki jej męża i dwóch synów – tego dokładnie nie wiemy.
Florentyna Madejewska ps. „Łukaszowa”, Ludwik Madejewski ps. „Łukasz”,
Ludwik Madejewski – junior ps. „Krupa”, Zdzisław Madejewski.
Florentyna Madejewska została rozstrzelana 31. marca 1944 roku w lesie warzyckim. Przed salwą podobno zdążyła wykrzyknąć: „Jeszcze Polska nie zginęła”. Gestapo zarzucało jej udział w przygotowaniu akcji Armii Krajowej pod kryptonimem „Pensjonat” w jasielskim więzieniu.
Kiedy zapadła decyzja dotycząca odbicia więźniów z jasielskiej katowni, dom Madejewskich stał się bazą oddziału. Wszyscy członkowie rodziny należeli do organizacji. Florentyna Madejewska została wtajemniczona w plan akcji i była jedyną łączniczką między strażnikami w więzieniu a Zenonem Sobotą, dowódcą akcji. Ona to spowodowała, że tej nocy, kiedy zaplanowano odbicie więźniów, służbę mieli strażnicy powiązani z AK, Józef Okwieka i Władysław Myśliwiec.
Zbiórka uczestników akcji „Pensjonat” miała miejsce 5. sierpnia w mieszkaniu Madejewskich. Tego wieczoru była u Florentyny jej siostra, Elma Waltoś. Wspomnia ona, że Madejewska zdawała sobie w pełni sprawę z wagi akcji i przygotowana była wraz z rodziną na wszelkie konsekwencje, ponieważ pożegnała się i wydała polecenia dla dalszej rodziny.
Śledzenie rodziny Madejewskich szef gestapo zlecił Teodorowi Drzyzdze, wyjątkowemu sadyście. Przychodził od do mieszkania dr Żelaznego, który mieszkał naprzeciw i obserwował dom Madejewskich.
3. stycznia 1944 roku, o godzinie 11-stej, nastąpiło równoczesne aresztowanie inż. Madejewskiego w biurze i jego żony w mieszkaniu. W tym samym dniu zostali również aresztowani dwaj synowie Madejewskich: 26-letni Ludwik i 20-letni Zdzisław. 14. stycznia wszyscy aresztowani zostali przewiezieni do więzienia na ulicy Montelupich w Krakowie. 4. lutego mężczyzn stracono w podziemiach więzienia świętego Michała lub w obozie w Płaszowie. Madejewska zaś, przewieziona 30. marca 1944 roku do Jasła, została nazajutrz rozstrzelana wraz z trzema mężczyznami w lesie warzyckim. Umierała z godnością, prosząc wachmistrza z plutonu egzekucyjnego, by przekazał rodzinie kilka słów i książki do nabożeństwa. Ciało bohaterskiej matki rodziny Madejewskich, Florentyny spoczywa na cmentarzu w grobie oznaczonym numerem 6. Obok zbiorowego grobu umieszczono kamienną tablicę.
Tyle informacji przekazuje Łukasz Grzywacz – Świtalski w książce „Z walk na Podkarpaciu”. O tym, jak przebiegało aresztowanie członków rodziny Madejewskich i jak potoczyły się ich losy do momentu śmierci, możemy dowiedzieć się z broszury „Tragedia Rodziny Madejewskich z Jasła”, wydanej w maju 1981 roku przez Okręgową Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich Delegatura w Jaśle. We wspomnianej broszurze znajduje się protokół przesłuchania świadka, siostry Florentyny, Cecylii Elmy Waltoś z Buczyńskich, z którego poznajemy następujące fakty:
„(…) W dniu 3 stycznia 1944 r. około godziny 11-stej, przed willą mojej siostry – jak wiem z relacji Krystyny Dobiasz – zatrzymali się dwaj gestapowcy. Jeden z nich nazywał się Drzyzga. Nazwiska drugiego, Krystyna Dobiasz nie znała.
Gestapowcy ci kazali wejść Krystynie Dobiasz razem z nimi do wnętrza willi. Krystyna Dobiasz jest moją siostrzenicą. W willi zastali moją siostrę Florentynę i starszego jej syna Ludwika Stanisława, który w tym czasie przebywał w pokoju na piętrze i zszedł na dół do pokoju, gdzie przebywała matka, prawdopodobnie słysząc rozmowę. Wszedł do pokoju mimo ostrzeżeń Krystyny Dobiasz. Gestapowcy aresztowali siostrę i siostrzeńca. Siostrę pod zarzutem działalności na szkodę III Rzeszy. Doprowadzono ich do siedziby Gestapo, mieszczącej się w dawnej bursie. Szefem Gestapo w Jaśle był wówczas Herbst. W tych samych godzinach, w Urzędzie Górniczym został aresztowany przez Gestapo mąż mojej siostry Ludwik Madejewski. Wiem, z relacji kierownika kancelarii Urzędu Górniczego Langenfelda, że szwagier mój został aresztowany przez gestapowca Matheusa, a następnie odprowadzony do siedziby Gestapo.
W tym samym dniu około godziny 14-stej, został aresztowany młodszy syn mojej siostry Zdzisław Walerian. Zdzisława Waleriana aresztował gestapowiec Drzyzga. Siostrzeniec wrócił do domu mimo ostrzeżenia, że wcześniej zostali aresztowani matka i starszy brat. O aresztowaniu Zdzisława Waleriana dowiedziałam się od naocznych świadków, to jest od Krystyny Dobiasz i mojej drugiej siostry Edny. Po upływie kilku dni, aresztowana rodzina Madejewskich została umieszczona w więzieniu w Jaśle.
(…) W dniu 14 stycznia 1944 r. rodzina Madejewskich została wywieziona do więzienia Montelupich w Krakowie. Razem z nimi wywieziono do więzienia w Krakowie braci Stanisława i Jana Magurów z Krosna i Kazimierza Pietruszkę z Jasła, kolegę Zdzisława Madejewskiego, aresztowanych w Jaśle i w Krośnie w dwa lub trzy dni po aresztowaniu Madejewskich.
Przyjechałam dwukrotnie do Krakowa celem nawiązania kontaktu z aresztowanymi. Przez Radę Główną Opiekuńczą przesłałam dwie paczki, jedną dla siostry, a drugą dla siostrzeńców. Po kilku dniach od przesłania tych paczek zwrócono mi w RGO paczkę przeznaczoną dla siostrzeńców i na opakowaniu tej paczki była wypisana czerwonym ołówkiem data 4 II 1944 rok z podkreśleniem tej daty również czerwonym ołówkiem. Zrozumiałam, że siostrzeńcy nie żyją.
Paczka przeznaczona dla siostry nie została mi zwrócona. W tym czasie szwagrowi wysłano paczkę z Krakowa. Przypominam sobie, że w zapotrzebowaniu na paczkę skierowanym do przyjaciół w Krakowie, szwagier prosił o okulary, bo był krótkowidzem.
Drugi raz byłam w Krakowie z Anną Madejewską, żoną siostrzeńca Ludwika Stanisława, obecnie Szewczukową. Posiadałyśmy pismo od szefa Gestapo Herbsta z Jasła do Gestapo w Krakowie. Było to pod koniec lutego 1944 roku. Udałyśmy się do siedziby Gestapo przy ulicy Pomorskiej i tam rozmawiałyśmy z gestapowcem prowadzącym sprawę Madejewskich. Gestapowiec ten zaglądał do akt i powiedział nam, że mężczyźni już nie żyją, natomiast siostra żyje.
Na początku kwietnia 1944 r. do mojego domu zgłosił się gestapowiec, który powiadomił mnie, że w dniu 30 marca 1944 r. konwojował moją siostrę z więzienia Montelupich do więzienia w Jaśle i że w dniu 31 marca rano był obecny przy egzekucji siostry, która odbyła się w lesie, w odległości około 1 kilometra od wsi Warzyce. Razem z siostrą zostali zastrzeleni jeszcze trzej mężczyźni z więzienia w Jaśle. Gestapowiec ten mówił o bohaterskiej postawie mojej siostry w chwili egzekucji.
Ten sam gestapowiec wcześniej zgłosił się do mojego męża i wręczył mężowi karteczkę pisaną ręką mojej siostry, w której prosiła o zwrócenie pieniędzy gestapowcowi wyłożonych na papierosy dla niej, prosząc równocześnie o modlitwę. Gestapowiec ten wręczył mężowi również książeczkę do nabożeństwa siostry”.
Co wiemy o Florentynie Madejewskiej?
Niewiele, tak jak o pozostałych członkach rodziny. Jedno jest pewne – Madejewscy byli ludźmi skromnymi i z gruntu uczciwymi, wiernymi ideałom wolności i niepodległości. Brzydzili się kłamstwem. Prowadzili bardzo skromny tryb życia, nie chwalili się swoją pracą dla dobra Polski i Polaków. Każdy, kto wstąpił do ich domu, był nakarmiony w myśl staropolskiego porzekadła „czym chata bogata, tym rada”.
A sama Florentyna Madejewka, ps. „Antonina”, „Łukaszowa”, „Flossi” pochodziła z rodziny angielskiej. Urodziła się w 1897 roku w Potoku, jako córka Stanisława Sas-Buszyńskiego i Mac Intosh. Uczyła się u sióstr i na pensjach prywatnych. Liceum ukończyła na pensji we Lwowie. Wyszła za mąż za inż. Ludwika Madejewskiego, absolwenta Akademii Górniczej w Leoben, w 1917 roku w Wiedniu. Miała dwóch synów: Ludwika, urodzonego w 1918 roku i Zdzisława, urodzonego w 1923 roku. Do Jasła wraz z mężem i synami, przybyła w 1933 roku.
Zajęła się dożywianiem osób biednych. W latach okupacji niemieckiej dom Madejewskich w Jaśle, przy ul. Mickiewicza, nosił kryptonim „U Łukaszów”. Był przystanią i kwaterą dla ukrywających się polskich wojskowych i usiłujących się przedostać przez „zieloną” granicę na Węgry i dalej do Francji, trasą „Korytarz”. Madejewscy pomagali Żydom i jeńcom radzieckim. „Łukaszowa” spieszyła z pomocą wysiedlonym, przybyłym do Jasła z obszarów włączonych do III Rzeszy. Udzielała się ofiarnie w Polskim Komitecie Opiekuńczym. Zajmowała się dożywianiem i pomocą więźniom w jasielskim więzieniu. Z pielęgniarką Luizą Różańską znały język niemiecki, więc nawiązały kontakt z naczelnikiem więzienia i dostarczały trzy razy w tygodniu więźniom treściwą zupę. Chcąc pomóc w utrzymaniu rodziny i więźniów, wypiekała ciastka i bułki na sprzedaż.
Mąż, Ludwik Madejewski – inżynier, nafciarz, znał trud i niedolę robotnika naftowego. Pracował na terenie Drohobycza i Borysławia, a potem na terenie jasielszczyzny. O jego postawie i wierze w ludzką sprawiedliwość świadczy fakt, że kiedy gestapo zadzwoniło do jego przełożonego przed aresztowaniem, a dyrektor Austriak go uprzedził, miał mu odpowiedzieć, „że jest niewinny i nie widzi potrzeby ukrywania się – pracuje przecież na polskiej ziemi.”
Starszy syn, Ludwik, poza pracą w Radzie Głównej Opiekuńczej, włączył się do pracy konspiracyjnej, brał udział w tajnym nauczaniu i rozprowadzał prasę podziemną. 26. grudnia 1943 roku ożenił się z Anną Marią Krząścik. Ich małżeństwo trwało 8 dni.
Młodszy syn, Zdzisław, poszedł w ślady ojca i pracował na kopalni na bazie w Harklowej. Pomagał też matce w jej pracy społecznej. Został powiadomiony o aresztowaniu ojca i matki, ale nie uciekł, tylko wrócił do domu. Można to wytłumaczyć tym, że był wychowany w poczuciu pełnego zaufania do sprawiedliwości i uczciwości.
Stanisław Jedziniak stwierdził, że: „Rodzina Madejewskich była dobrymi Polakami i zasłużyła się nie tylko dla Jasła, ale i dla narodu polskiego; jako patrioci udzielali pomocy biednym oraz rodzinom, których mężowie byli aresztowani przez gestapo.”
Czesław Leosz dodaje: „Rodzina Madejewskich zginęła z rąk gestapo nie dlatego, że podejrzewano ją o współpracę z ruchem oporu i współudział w rozbiciu więzienia przez AK, ale dlatego, że była Polakami – patriotami, cieszącymi się autorytetem wśród mieszkańców. Ta rodzina była niebezpieczna dla już rozlatującej się pod bombami Koalicji III Rzeszy. Ten motyw był decydujący w unicestwianiu tego pokroju Polaków.”
I dodaje: „Składamy hołd rodzinie bohaterskiej ku przestrodze, aby naród polski nie przeżywał w przyszłości takiej gehenny.”
0 komentarzy