Prezentujemy V część wspomnień Jana Betleja „Rafałka”, żołnierza Armii Krajowej, koncentrującą się na dramatycznych wydarzeniach lata 1944 roku. Autor opisuje gorączkowe przygotowania swojego plutonu do akcji „Burza”, w tym wydawanie broni, próby koncentracji oraz przemarsz oddziału do lasów. Wspomnienia stanowią poruszające świadectwo niemieckiego terroru (aresztowania, egzekucja żołnierza AK Gałuszki) oraz heroizmu w obliczu zbliżającego się frontu.

Część V wspomnień

Pewnego dnia, a już czułem się trochę lepiej, przyszedł do Niepli porucznik „Łado”, od którego otrzymałem rozkaz przeprowadzenia kontroli broni zmagazynowanej w Chrząstówce. Przede wszystkim chodziło porucznikowi czy przywiezione z naprawy C.K.M. są w porządku. Front znajdował się już na naszych terenach. Mimo że jeszcze dobrze nie wyzdrowiałem, musiałem wstać. Tego wymagała służba partyzancka. Trzeba było drużynom wydać broń i zamelinować ją, każda drużyna u siebie we wsi. Drużyna z Niepli dostała dwa C.K.M. Inne drużyny z mego plutonu także otrzymały broń i pewną ilość do niej amunicji.

Ziemia paliła się pod stopami gestapowców, ale gestapo miało jeszcze czas na aresztowania i egzekucje. Został aresztowany nasz żołnierz, Gałuszka z Chrząstówki. Były obawy, że w czasie zeznań nie wytrzyma tortur i załamie się. Znał on nasze magazyny z bronią. Ale ten dzielny żołnierz okazał się twardy jak stal. Tajemnice magazynu zabrał ze sobą do grobu. Został zamordowany w lesie warzyckim. Po wydobyciu jego ciała z grobu przez żołnierzy AK, trudno było rozpoznać jego rysy, tak był okaleczony, a niektóre części ciała spalone na węgiel. Obecnie leży na cmentarzu w Łączkach Jagiellońskich.

W Wojaszówce gestapo aresztowało kilku naszych żołnierzy, których nazwiska sobie nie przypominam. Kiedy mi o tym doniesiono, próbowaliśmy ich najpierw wydostać za pieniądze i nawet zebrano 28 tysięcy złotych, które wręczyłem Wojciechowi Doboszowi z Dębiny. Ten wręczył Niemcom. Niemcy pieniądze zabrali, a aresztowanych nie puścili. Wtedy postanowiliśmy ich odbić w czasie, gdy będą przewozić ich do Jasła. Nic z tego nie wyszło, bowiem aresztowanych przewieziono przez Widacz i Lublę, a zasadzka znajdowała się w Chrząstówce.

Obwód nasz czynił ostatnie przygotowania do wystąpienia zbrojnego przeciw Niemcom. Ja dostałem rozkaz powiadomienia o koncentracji swoich ludzi. Wybrałem się więc rowerem do Chrząstówki. W Szebniach motocyklista niemiecki zaczepił przyczepką o mój rower. Znalazłem się w rowie nieprzytomny. Przeleżałem jakiś czas, a gdy przyszedłem do przytomności o dalszej jeździe nie było mowy. Cały rower był pogięty i zniszczony. Zostawiłem w Szebniach u Wójcika rower, a sam poszedłem na nogach. Idąc z Chrząstówki do Niepli, napotkałem armaty na stanowiskach. Zatrzymano mnie i z powrotem zaprowadzono do dowódcy w Chrząstówce. Po przybyciu do Kowalczykowej, Niemiec gdzieś wyszedł, a ja uciekłem. Do Niepli poszedłem, ale już inną drogą. W Niepli okazało się, że tam, gdzie broń była zamelinowana, Niemcy kwaterują i broni nie można zabrać.

Na drugi dzień po powrocie do Warzyc była odprawa u porucznika „Łady”. Tam otrzymałem rozkaz pójścia do Bierówki i czekania w Kostrzewiskach na „Ładę”, który pójdzie ze swoimi ludźmi. Miałem dołączyć do niego i razem udać się do lasu. Czekać miałem do godziny 24. Z Bierówki poszedł ze mną Wójtowicz Roman, Niemiec Józef i „Ciubaryk”. Gdy do godziny 2:00 „Łada” nie nadszedł, Wójtowicz, Niemiec i „Ciubaryk” udali się do domu. Ja zostałem dalej. Lecz gdy zaczęło świtać, zszedłem ze stanowiska. Udałem się do stodoły Jaśka z Podgórza. Po chwilowym przespaniu się, poszedłem z powrotem do Wójtowicza. Tam się dowiedziałem, że po moim zejściu ze stanowiska „Łado” zszedł do lasu i znajduje się w lasach bierowieckich. Poszedłem go szukać. Dla upozorowania mojej tu bytności zabrałem Kiszkę Pawła, gajowego, aby ze mną udał się na poszukiwanie oddziału porucznika „Łady”. Obeszliśmy las koło leśniczówki, lecz na oddział porucznika „Łady” nie natrafiliśmy.

Powróciłem do Bierówki, gdzie na mnie czekała moja córka Hela, jako goniec od porucznika „Łady”, że mam natychmiast udać się do domu. Zabrałem córkę, liczącą 10 lat, na rower. Jadąc, natrafiłem na stanowisko artylerii niemieckiej. Lecz dlatego że jechałem od strony frontu i wiozłem na rowerze dziecko, Niemcy mnie nie zatrzymali. W ten sposób, bez przeszkód, dostałem się do Warzyc. Tu zarządziłem pogotowie dla swych drużyn, by były gotowe do wymarszu.

Następnego dnia wybrałem się ponownie do lasu w Bierówce, do porucznika „Łady”. Wiedząc od gońca, gdzie się znajduje, odnalazłem go z łatwością. Porucznik „Łado” wydał mi rozkaz powrócić do Warzyc i małymi grupkami przeprowadzić ludzi na punkt zbiórki w Łozinach koło Roztok. W Warzycach przez gońców przekazałem ten rozkaz drużynowym, a sam wraz z Romanem i Janem Sanokowskim wieczorem udałem się na plac zbiórki. Po przybyciu na miejsce widzieliśmy, że co pewien czas, przychodziły grupki ludzi na plac zbiórki. Na plac zbiórki nie dołączali drużynowi: Betlej Józef, Szerląg Antoni, Kozłowski Lucjan, Władysław Szerląg i inni (Betlej Józef dołączył do lasu).

Po zebraniu oddziału dałem Romanowi Sanokowskiemu rozkaz, by powrócił do Warzyc i utrzymywał łączność między drużyną  administracyjną, w której dowódcą był Niemiec Jan, a naszym oddziałem w lesie. Około godziny 23:00 nadszedł z ludźmi porucznik „Łado”. Po krótkiej naradzie jaką drogą mamy udać się, czy na ławę i Roztoki, w których był zakwaterowany Wermacht niemiecki, czy w bród przez rzekę, zdecydowaliśmy się przejść przez ławę i Roztoki, co się nam udało. Udaliśmy się do lasu w Gliniku Polskim. Tam zatrzymaliśmy się na parę dni. Następnie przeszliśmy do lasu koło Świerchowej.

W czasie przemarszu przez Glinik, nasi kucharze, jadąc drogą, spotkali się z autem niemieckim, które zostało przez nich ostrzelane. Ja zmarzłem parę razy i zaczął mi się wracać z powrotem ischias. A kiedy już nie mogłem chodzić, zabrali mnie do szkoły w Łajscach. Tam leżałem pod opieką córki nauczyciela, liczącej może 10 lat, chodzącej zawsze ze sztyletem harcerskim. Do oddziału w lesie przyszła nasza sanitariuszka i łączniczka, Sanokowska Genowefa z narzeczoną „Łady”. Przyszły też do mnie, zabrały mnie na wóz i przywiozły do Glinika Polskiego. Stamtąd, przy ich pomocy, przyszedłem do doktora Bibringa w Tarnowcu. Ten, po zbadaniu, polecił mi iść do domu i trzymać nogę w cieple, bo mogę na nogę wcale nie chodzić. Po przyjściu do Warzyc wysłałem resztę broni i amunicji do oddziału i tak Pawlik Stanisława, przebrana za dziewczynę wiozącą trawę, przewiozła na taczkach amunicję do Sądkowej, pomimo że na trasie było dużo żołnierzy niemieckich. Pomagały jej przy przewozie broni Sanokowska Genowefa i Dubiel Janina. Żona moja z Łącką odniosły granaty ręczne do Glinika Polskiego.

Utrzymując łączność z oddziałem, wiedziałem, że nastąpiła koncentracja oddziałów, na czele których stanął „Lis”. Przed naszym wymarszem do lasu, część broni zabrał „Boruta”, udając się ze swoim oddziałem na wschód. We wrześniu, po zajęciu lasów w Gliniku przez wojska rosyjskie, nasi wracają do domów. Warzyce zostają wysiedlone i ja razem z nimi. Na wysiedleniu nawiązałem jeszcze łączność z naszymi, lecz to wszystko wymagało organizacji od nowa.”

Betlej Jan, ps. „Rafałek”

 

Kim był Jan Betlej – autor publikowanych wspomnień?

Urodził się 16. stycznia 1900 roku w Niepli. Był synem Piotra i Agaty (z domu Piękoś). Ukończył szkołę powszechną w Niepli. Dalszą naukę przerwał wybuch I wojny światowej. Małą maturę zdał w latach późniejszych służąc w wojsku. Od 12. października 1917 roku do 18. lutego 1918 roku służył w Legionach Polskich. Później przebywał w obozie internowanych na Węgrzech (do 2. lipca 1918 roku). Wcielony do armii austriackiej uczestniczył w ciężkich walkach na froncie włoskim. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości przeszedł szkolenie wojskowe w 16 pp., a następnie w 52 pp. Przez jakiś czas przebywał na leczeniu szpitalnym. Od 3. marca 1921 roku służył w 2 Pułku Strzelców Podhalańskich w Sanoku. W 1923 roku został podoficerem zawodowym w stopniu plutonowego, a w 1927 roku awansował do stopnia sierżanta. W 3 Pułku Strzelców Podhalańskich pracował na różnych stanowiskach najpierw w Sanoku, później w Brzozowie, a następnie w Dynowie. Wraz ze swoim oddziałem brał udział w kampanii wrześniowej.

W początkach okupacji przeniósł się wraz z rodziną do Warzyc. Tu przystąpił do organizowania grupy konspiracyjnej. Już w grudniu 1939 roku w domu Romana Sanokowskiego doszło do pierwszego spotkania, w którym uczestniczyli: Jan Betlej, Jan Niemiec, Jan Sanokowski i Józef Urban. Powstała pierwsza komórka organizacyjna na wschód od Jasła, której zadaniem było niesienie pomocy ludziom potrzebującym wsparcia, zwłaszcza kobietom, których mężowie nie powrócili z wojny oraz osobom ukrywającym się przed policją niemiecką. Jan Betlej nawiązał kontakty z członkami tworzącego się na Podkarpaciu Związku Walki Zbrojnej, m. in. inż. Edwardem Klierem z Jasła. Wkrótce został zaprzysiężony przyjmując pseudonim „Rafałek”. Przystąpił do tworzenia struktur organizacyjnych ZWZ w Warzycach, Bierówce, Niepli, Chrząstówce i Szebniach.

W marcu 1940 roku zwołał kolejne zebranie ZWZ. W Warzycach zostały utworzone trzy drużyny, którymi dowodzili: Józef Betej  „Socha”, Antoni Szerląg „Żbik” i Lucjan Kozłowski „Sroka”. Patrolem dywersyjnym kierował Ludwik Ligara „Mały”, patrolem łączności Władysław Owsiak „Wacek”, patrolem sanitarnym Jan Sanokowski „Bandaż”, a drużyną administracyjną Jan Niemiec „Kukułka”.

Warzyce przez cały okres okupacji były jednym z centrów pracy konspiracyjnej w regionie. Szacuje się, że w ruchu oporu działało około 70 mieszkańców. W domu sędziego Kazimierza Twardusia „Macieja” zbierali sie najwyżsi dowódcy inspektoratu ZWZ-AK Jasło-Krosno oraz Obwodu Jasło. Komendant ”Lis” był częstym gościem na „Sanokówce” u Jana Betleja „Rafałka’ lub Romana Sanokowskiego „Klona”. Kpt. Antoni Holik „Gazda” miał stałą kwaterę u Franciszka Dubiela „Czajki”. Z kwatery u Heleny Wójtowicz „Ruty” i Franciszka Wójtowicza „Kosa” korzystał Zbigniew Cerkowniak „Boruta”. Z inicjatywy Jana Betleja zorganizowano w Warzycach na przełomie 1943/44 kurs podchorążych dla siedmiu żołnierzy AK.

Dowodzeni przez Jana Betleja żołnierze AK uczestniczyli w wielu głośnych akcjach. Brali udział w zdobyciu broni i amunicji z magazynów niemieckich w „Gamracie” w nocy z 4/5 grudnia 1943 roku. Wśród pięciu bezpośrednich wykonawców był Ludwik Ligara „Mały”, a przenoszeniem zdobyczy zajmowała się grupa dowodzona przez sierż. Jana Betleja „Rafałka”.

Ważnym kierunkiem działań Armii Krajowej było zdobywanie broni. Pochodziła ona także ze zrzutów dokonywanych przez wojska alianckie. Jan Betlej uczestniczył w przygotowaniach do odbioru zrzutu broni, który nastąpił ostatecznie na polanie leśnej między Warzycami a Kołaczycami 9. kwietnia 1944 roku. Wraz ze swoimi ludźmi odegrał też znaczącą rolę w przyjęciu trzeciego, największego zrzutu, który nastąpił 7. lipca 1944 roku w rejonie Sieklówki. Podczas akcji „Burza” wchodził w skład 4 kompanii II batalionu dowodzonego przez Władysława Dąbka „Łado”. Poważnie jednak zachorował, co uniemożliwiło mu uczestniczenie w wyznaczonym miejscu koncentracji oddziału. Później przeżywał wysiedlenie Warzyc.

Jan Betlej po wojnie pracował jako nauczyciel przysposobienia wojskowego i wychowania fizycznego w Liceum Ogólnokształcącym im. króla St. Leszczyńskiego w Jaśle, Zasadniczej Szkole Elektrycznej, Technikum Rafineryjnym oraz Technikum Rachunkowości Rolnej w Trzcinicy. W 1955 roku zatrudnił się w Spółdzielni Pracy „Elektrometal”. Pracował tu do czasu przejścia na emeryturę.

Otrzymał szereg odznaczeń, w tym Krzyż Armii Krajowej, Medal Zwycięstwa i Wolności oraz Krzyż Partyzancki. Zmarł 9. lutego 1980 roku. Został pochowany na cmentarzu parafialnym w Warzycach.

Informacje przygotowano na podstawie artykułu Stanisława Urbana „Jan Betlej „Rafałek” (1900-1980), zamieszczonego w „Cebulce” nr 2 z 2004 roku, Piśmie regionalnym wydawanym przez Stowarzyszenie Przyjaciół Wsi Warzyc.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kategorie: Instytut

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.