Społeczny Instytut Dokumentowania Zbrodni Hitlerowskich w Lesie Warzyckim nie posiada kompetencji, które umożliwiają poprawianie takich dokumentów jak Rejestr miejsc i faktów zbrodnipopełnionych przez okupanta hitlerowskiegona ziemiach polskichw latach 1939–1945. Materiał opracowany przez Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich jest zbiorem informacji, jakie udało się uzyskać z różnych źródeł na temat dat egzekucji i nazwisk zamordowanych m.in. w lesie warzyckim. Przypomnijmy, że to owoc 15 lat pracy członków Komisji.

Czy ten dokument zawiera błędy? Zapewne tak.

Dotychczasowa działalność Instytutu odsłoniła kilka z nich.

Z czego one wynikły? Nie wiemy.

Nie mamy zbyt wielu możliwości, by prostować historię. Ludzi, którzy przeżyli wojnę jest coraz mniej. W wielu rodzinach informacje o tych dramatycznych wydarzeniach były i są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Ale są i takie rodziny, w których o wojnie z różnych przyczyn się nie rozmawia.

 

Ci, którzy ocaleli

Tadeusz Różewicz w swoim wierszu Ocalony, rozliczając się z traumą II wojny światowej, pisze:

„ocalałem

prowadzony na rzeź.”

Ma świadomość jakie spustoszenie zostało dokonane w psychice ludzi, którzy doświadczyli wojny, jak zostali oni okaleczeni, więc dodaje:

 „Człowieka tak się zabija jak zwierzę

widziałem:

furgony porąbanych ludzi

którzy nie zostaną zbawieni.”

Z analizy różnych materiałów wynika, że z mordu, który został dokonany przez Niemców przy drodze do Sieklówki, w lesie warzyckim w dniu 6. lipca 1940 roku, ocalały cztery osoby. Dwie z nich zdołały najprawdopodobniej uciec w czasie transportu, zaś kolejne dwie przeżyły samą egzekucję.

Porucznik Kwiatkowski i porucznik Rydzewski oraz porucznik Chwiedorowicz mieli udać się pod wskazany adres w Jaśle do Stanisława Nowaka na ul. Kościuszki. Pech jednak chciał, że przy tej samej ulicy mieszkał inny Stanisław Nowak, volksdeutsch. Gdy wszyscy trzej znaleźli się w jego mieszkaniu i wyjawili mu cel swojego przybycia (szli za granicę), Nowak poprosił ich o fotografie, po czym wyszedł, by doręczyć je w komendzie żandarmerii, która mieściła się o kilkadziesiąt kroków od jego mieszkania. Wszystkich trzech oficerów zabrała żandarmeria, która też prowadziła dochodzenie. Po wyroku zostali w jednej z grup wywiezieni do lasu warzyckiego. W ostatniej chwili Kwiatkowski i Rydzewski wyskoczyli z samochodu, którym przewożono więźniów. Chwiedorowicz został rozstrzelany.

Gestapo mając fotografię Kwiatkowskiego i Rydzewskiego pokazywało je różnym ludziom z Jasła, chcąc dowiedzieć się, skąd pochodzą i gdzie mieszkają ich rodziny. Niczego się jednak nie dowiedziano.

Kolejnym ocalonym był lekarz z Częstochowy, podporucznik Stefan Kwietniak, który wpadł, czy też sam wskoczył do wykopanego doła ułamek sekundy przed oddaniem przez pluton egzekucyjny śmiertelnej salwy. Uniknął postrzału, ale stracił przytomność. Po odzyskaniu świadomości i odjeździe oprawców wydostał się z płytkiej mogiły, spod trupów kolegów. Co ciekawe, jego nazwisko występuje w wielu spisach rozstrzelanych (także na oficjalnej liście warzyckiego cmentarza pod zniekształconym nazwiskiem Kwietnik). Niestety Stefan Kwietniak nie dożył końca wojny. 1. lutego 1942 roku uczestniczył w naradzie jednego z oddziałów AK w Warszawie. Został pojmany przez gestapo i rozstrzelany.

Czwartym bohaterem ocalonym był Tadeusz Socha, który tuż przed oddaniem strzałów przez pluton egzekucyjny, zdołał się wyrwać oprawcom i uciec w las. Przeżył mimo ostrzału, odniesionych ran i długiego pościgu. Po wojnie był ważnym świadkiem w śledztwach dotyczących niemieckich zbrodni wojennych na Podkarpaciu. Na oficjalnej liście rozstrzelanych zapisano – Socha /brak imienia/, zam. w Nowym Żmigrodzie, a na kamiennych cokołach umieszczonych na warzyckim cmentarzu widnieje samo nazwisko – Socha.

O okolicznościach towarzyszących egzekucji w dniu 6. lipca 1940 roku pisze w książce Z walk na Podkarpaciu Łukasz Grzywacz – Świtalski i słowami samego uciekiniera, Tadeusza Sochy, przybliża Czytelnikowi sytuację, która doprowadziła do rozstrzelania grupy więźniów przywiezionych z więzienia z Jasła, wśród których byli żołnierze Kampanii Wrześniowej i ludzie usiłujący przedostać się przez Węgry do Francji. Podaje się liczbę 87 skazańców, ale są i takie publikacje, które mówią o 120 osobach rozstrzelanych tego dnia w tym miejscu.

Autor, Łukasz Grzywacz – Świtalski wspomina te wydarzenia tak:

„W drugiej połowie czerwca 1940 roku do Jasła przyjechał Sąd Specjalny (Sondergericht). Wydawanie wyroków odbywało się błyskawicznie. Wprowadzano po 17 więźniów (tyle ich było w każdej celi), zadawano parę szablonowych pytań i odczytywano wyrok. W ten sposób osądzono 87 mężczyzn, z czego 85 skazano na karę śmierci, a dwóch na obóz w Oświęcimiu.

Udało się ustalić nazwiska niektórych więźniów: Bronisław Brożyna ze Żmigrodu, Stefan Fijałkiewicz z Mytarki, Edward Niepokój ze Żmigrodu, ks. Józef Niemiec ze Skalnika, por. Tadeusz Orłowski, Stanisław Paulo ze Żmigrodu, inż. Adam Piż, Franciszek Ryczak z Mytarki, Marian Sokalski ze Żmigrodu, Leon Wdówka ze Żmigrodu, por. Chwiedorowicz, por. Kwiatkowski, por. Rydzewski, Tadeusz Socha, Mikuta.

Wszyscy oni szli na Węgry, ale zostali aresztowani w pasie granicznym i osadzeni w więzieniu w Jaśle. 6. lipca 1940 roku w lesie warzyckim nastąpiła egzekucja. Jej opis podaje Tadeusz Socha, jeden z więźniów, którym w ostatniej chwili udało się uniknąć śmierci:

Dnia 20 marca 1940 roku przeprowadzałem przez granicę 4 mężczyzn. Śnieg w górach był po pas i gdyby nie to, straż graniczna nigdy by nas nie złapała. Niektórzy z okolicznych Łemków śledzili nas, gdyż Niemcy płacili za każdego złapanego po 15 złotych. Oni też ułatwili Niemcom zadanie. W Jaśle, w budynku gestapo, zaczęto nas torturować, a po zakończeniu śledztwa odesłano do głównego więzienia w tym mieście. W mojej celi przebywali: por. Rydzewski, Mikuta („Świetliczko”), Bronisław Brożyna ze Żmigrodu, Edward Niepokój, murarz, Sokalski ze Żmigrodu, por. Tadeusz Orłowski ze Żmigrodu i wielu innych, których nazwisk już nie pamiętam.

Na rozprawie sądowej siedziało 3 Niemców w mundurach, z boku zaś stał tłumacz w ubraniu cywilnym. Na zadane mi pytanie oświadczyłem, że szedłem w kierunku granicy z towarem, a nie w celach politycznych. Nic się nie odezwali. Nie była to przecież rozprawa, tylko odczytanie wyroku. W więzieniu przebywaliśmy do 6. lipca 1940 roku. W tym dniu o godzinie 7.30 wyruszył pierwszy samochód z grupą więźniów. Znalazłem się w drugiej grupie. Po przyjeździe do lasu warzyckiego ustawiono nas w szeregu, a za każdym z nas stanął Niemiec z bronią gotową do strzału. Kiedy ruszyliśmy w swój ostatni pochód, rozejrzałem się: byłem zdecydowany uciekać. Z boku, z lewej strony, stała grupa około 30 oficerów niemieckich, wśród nich cztery kobiety. Gdy zaczęliśmy zbliżać się do linii, gdzie leżeli wymordowani z pierwszego samochodu, odwróciłem się gwałtownie w tył i pchnąłem jednego Niemca w jedną, a drugiego w drugą stronę. Niemiec, który szedł za mną, miał już strzelać, ale nie zrobił tego, gdyż z przeciwnej strony nadchodzili żołnierze Wehrmachtu, bał się więc trafić któregoś z nich.

W tym momencie rozległa się salwa i więźniowie padli na ziemię jak skoszona trawa. Niemiec z lewej strony po zabiciu swego więźnia, usiłował strzelać do mnie, ale nie trafił. Skorzystałem z zamieszania, jakie wytworzyło się po oddaniu salwy do grupy moich współwięźniów, i pomimo silnego ostrzeliwania rzuciłem się do ucieczki. Zostałem ranny poniżej żeber, ale dobiegłem do wysokiego zboża, gdzie też się schroniłem. Znalazła mnie kobieta ze wsi Bierówka grabiąca siano i udzieliła pomocy.

Tadeusz Socha po nałożeniu opatrunku przez dwie noce szedł do swojej wsi Mrukowa, gdzie przebywał u krewnych lub przyjaciół. Następnie inspektorat poprzez okręg w Krakowie umieścił go w jednym z majątków w powiecie miechowskim. Socha jednak po pewnym czasie wrócił do swojej wsi.”

 

Jednym z materiałów pozyskanych przez Społeczny Instytut Dokumentowania Zbrodni Hitlerowskich w Lesie Warzyckim jest artykuł prasowy pod tytułem Więzienie w Jaśle. Nie wiemy z jakiej dokładnie gazety pochodzi. Jego autorem jest Czesław Leosz. Był on członkiem Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Rzeszowie, jak również inicjatorem i organizatorem wielu sesji popularnonaukowych i wystaw, które dotyczyły tragicznych lat II wojny światowej. Materiały z sesji publikowano w okolicznościowych wydawnictwach i prasie regionalnej (Wiadomości Gorlickie, Trybuna Gamratu, Podkarpacie, Nowiny Rzeszowskie, Strażak).

W artykule mamy zamieszczone m.in. informacje o pseudoprocesie oficerów i podoficerów Wojska Polskiego, którzy zostali złapani przy przekraczaniu granicy i rozstrzelani 6. lipca 1940 roku w lesie pod Sieklówką.

Artykuł przekazał nam Pan Artur Ciepielowski (wnuk Tadeusza Sochy, zamieszkały w Wiedniu), za co serdecznie dziękujemy.

Treść artykułu jest następująca:

Więzienie w Jaśle

Do Jasła 4. lipca 1940 roku przybył specjalny sąd gestapo z Krakowa i w sali byłego Sądu Okręgowego rozpoczął swoją działalność. W dniu 5. lipca 1940 roku około godziny 10.00 rozpoczęła się rozprawa. Gestapowcy z góry wydali wyrok, ale chcieli usprawiedliwić zbrodnię pozorami praworządności.

Według zeznań jednego świadka – skazańca Tadeusza Sochy, możemy dziś odtworzyć dokładnie przebieg tego kompromitującego godność ludzką widowiska.Żandarmi niemieccy i SS-mani wprowadzali 10 osób na salę rozpraw. Oskarżeni nie mieli prawa głosu, nie wolno im było składać wyjaśnień, a tym bardziej zadawać pytań. „Sąd” nie przesłuchiwał żadnych świadków, a tylko przewodniczący składu sądzącego, w mundurze oficer gestapo oświadczył:

– Wszyscy tu obecni w śledztwie przyznali się do winy, że działali na szkodę III Rzeszy i zostali zatrzymani na gorącym uczynku, tj. przy przejściu granicy. Nie zachodzi potrzeba zbierania żadnych innych dowodów.(Leon Wdówka, nie zatrzymany na granicy, tylko aresztowany w Nowym Żmigrodzie i dowód zatrzymania na granicy co do tej osoby nie będzie mógł być wykorzystany.) Po tym stwierdzeniu nastąpiło odczytanie wyroku – przewodniczący odczytał nazwiska, a następnie sentencję :

– Wszystkich „sąd” skazuje na karę śmierci. Wyrok jest natychmiast wykonywany.

Cała rozprawa trwała 5 minut. Po wyprowadzeniu skazanych wprowadzono następnych 10 więźniów i tak powtarzano dziewięciokrotnie z tym, że w ostatniej grupie było 13 osób. Sąd zakończył pracę o 12.00, a więc w ciągu dwóch godzin wydał 93 wyroki kary śmierci na 87 oficerów i podoficerów Wojska Polskiego oraz 6 przewodników. Ta zbrodnia ilustruje hitlerowski wymiar sprawiedliwości, a czyn ten stanowi potworną zbrodnię według prawa międzynarodowego, akt gwałtu w rozumieniu przyjętym przez cywilizowane narody.

W tym czasie, gdy toczyła się pseudorozprawa więźniowie z Jasła kopali w lesie w Sieklówce grób dla skazanych. W następnym dniu, 6. lipca 1940 roku w godzinach rannych wywieziono wszystkich skazańców w grupach po 15 osób i rozstrzelano.

Skazanemu Tadeuszowi Sosze udało się zbiec i na podstawie jego relacji i dokumentów można było odtworzyć tę zbrodnię. Nie zachował się wyrok z tej sprawy, ale według innych dokumentów należy przyjąć, że pozostali zatrzymani na granicy (łącznie 270 osób) zostali skazani na karę śmierci, gdyż żadna z tych osób nie przeżyła obozu.

Egzekucji w dniu 6. lipca 1940 roku (sobota) dokonał specjalny batalion 45 policji z Rzeszowa. Dla mieszkańców Jasła był to tragiczny dzień i nazwano go „czarną sobotą”.

Od chwili objęcia stanowiska naczelnika więzienia przez Dimitra Babanycza warunki w więzieniu poważnie się pogorszyły. Zaostrzono dyscyplinę wobec strażników, którzy dotąd przemycali korespondencję i paczki żywnościowe więźniom, a od nich wiadomości dla rodzin. Wobec więźniów gestapowcy stosowali wymyślne tortury: skakanie żabką przez całą długość korytarza, stanie w kącie z rękami splecionymi na głowie oraz zamykanie w ciemnicy bez pożywienia. Podczas apelu porannego gestapowcy kazali więźniom krzyczeć głośno „Alles gut!”, gdy przechodzili przed frontem. Gestapowcy prześcigiwali się w stosowaniu wyrafinowanych tortur, przede wszystkim wobec osób wykształconych. Po aresztowaniu ks. Killera ze Sławęcina i ks. Kasaka z Dębowca (i osadzeniu ich w więzieniu) gestapowiec Mentz ze zwierzęcym okrucieństwem torturował ich skakaniem żabką, klęczeniem na posadzce godzinami, staniem w kącie na jednej nodze bez podpierania się. Gdy więzień wykonywał te „ćwiczenia” niezdarnie lub tracił siły zadawano coraz to nowe tortury, aż więzień przewracał się na posadzkę nieprzytomny.

Wówczas wrzucano go do celi, w której zwykle towarzysze niedoli udzielali mu pomocy. Lekarze nie mieli prawa wstępu na oddział więźniów gestapo. O tym, czy więzień miał być przebadany przez lekarza decydował szef gestapo lub gestapowiec prowadzący śledztwo. Gdy więzienie było już do tego stopnia zapełnione, że korytarze były pełne więźniów, wówczas samochodami wywożono ich do więzienia w Tarnowie.

Pierwszy transport więźniów (około 70 osób) wywieziono w kwietniu 1940 roku. Gestapo jednak dokonywało stale nowych aresztowań na całym Podkarpaciu: w Gorlicach, Jaśle i w Krośnie, w okolicznych wsiach, w myśl zasady całkowitego wyniszczenia narodu polskiego.

W dniu 21. sierpnia 1940 roku w Gorlicach gestapo aresztowało około 150 osób z Jasła, wśród nich księdza prałata Kazimierza Litwina i prof. Jana Dziopka. Zwolniono tylko Ukraińców i kilku Polaków. Pozostałą grupę umieszczono w miejscowym areszcie przy sądzie grodzkim. W nocy aresztowanych załadowano na dwa duże samochody ciężarowe kopalnictwa naftowego w Libuszy i przewieziono do więzienia w Jaśle, gdzie osadzono ich w dużej celi nr 4. Kilku więźniów zakuto w kajdany łańcuchem przykuwając im ręce do nóg. W celi tej Jan Dziopek spotkał księdza kapelana wojskowego o nazwisku Herr – który, według zeznań Józefa Okwieki, strażnika był aresztowany wiosną 1940 roku przez policję ukraińską w Krempnej podczas przekraczania granicy.

W dniu 29. sierpnia 1940 roku aresztowane osoby z Gorlic i innych miejscowości przetransportowano do więzienia w Tarnowie.

Nie sposób jest stwierdzić przyczyn aresztowania i podać nazwiska osób, które były więzione w Jaśle, a następnie przewożone do obozów koncentracyjnych w Oświęcimiu, Majdanku, Dachau, Gross – Rosen czy też obozu karnego w Szebniach, Pruszkowie i Przedzielnicy.

Wiele osób po kilkudniowym przesłuchiwaniu i torturowaniu w bursie gestapo, przewożono do więzienia w Krakowie – Montelupich. Wiele osób złapanych na stacji kolejowej w Jaśle lub podczas łapanek ogólnych, wywożono na roboty przymusowe do Niemiec. Osoby aresztowane w „Gamracie” po kilku dniach śledztwa skierowano do Obozu Karnego „Liban” pod Krakowem.”

                                                                                 

Uważny Czytelnik dostrzeże, że mamy dwa źródła, w których podano dwie różne informacje dotyczące ilości więźniów wprowadzanych na salę sądową. Łukasz Grzywacz – Świtalski w swojej książce pisze, że wprowadzano po 17 więźniów, bo tyle było w każdej celi. Czesław Leosz w artykule mówi o 10 więźniach wprowadzanych jednorazowo na salę sądową; tylko w ostatniej grupie było 13 osób.

I znów pojawia się pytanie – która z relacji jest zgodna z prawdą?

Dodatkowo analizując Rejestr miejsc i faktów zbrodnipopełnionych przez okupanta hitlerowskiegona ziemiach polskichw latach 1939–1945 oraz informacje z książki Łukasza Grzywacza – Świtalskiego dostrzegamy różnice w nazwiskach więźniów. I tak:

-w Rejestrze zapisano nazwisko-Chwiedowicz, a w książce-Chwiedorowicz,

-w Rejestrze jest-Fijałkiewicz Stefan, zam. w Nowym Żmigrodzie, a w książce-Fijałkiewicz Stefan z Mytarki,

-w Rejestrze zapisano nazwisko-Pauli Stanisław, w książce-Paulo Stanisław,

-w Rejestrze jest nazwisko-Adam Pisz, w książce-Adam Piż,

-w Rejestrze jest-Rydzak Franciszek, zam. w Nowym Żmigrodzie, w książce-Rydzak Franciszek z Mytarki,

-w Rejestrze zapisano nazwisko-Wdowka Leon, w książce-Wdówka Leon,

-w Rejestrze jest nazwisko-Mikuła, w książce-Mikuta.

I kolejny raz nasuwa się pytanie, które źródło podaje prawdziwe informacje?

Kończąc rozważania na temat egzekucji w lesie warzyckim, przy drodze do Sieklówki należy dodać, że wśród zamordowanych 6. lipca 1940 roku, było dwóch byłych żołnierzy z oddziału partyzanckiego mjr Henryka Dobrzańskiego „Hubala”: szeregowy Stanisław Rychter i plutonowy Stefan Pękala. Obydwaj byli w grupie, która miała przejść do konspiracji, po częściowej demobilizacji oddziału 13. marca 1940 roku. Decyzją władz podziemnych sześciu żołnierzy ukrywających się w Tomaszowie Mazowieckim, dostało polecenie przedostania się do Francji. W Jaśle cała grupa wpadła w ręce niemieckie. Rychter i Pękala mieli pecha, bo w czasie szczegółowej rewizji znaleziono przy nich podarowane im wcześniej szkaplerzyki z życzeniami szczęśliwego dotarcia do armii Sikorskiego. To zakończyło się dla nich wyrokiem śmierci. Pozostała czwórka, która nie była zdekonspirowana, uniknęła egzekucji.

Na warzyckim cmentarzu, na kamiennych postumentach, którym nadano tytuł: „ZAMORDOWANI PRZEZ OKUPANTA NIEMIECKIEGO W LATACH 1940-1944 POCHOWANI NA TYM CMENTARZU” znajdują się nazwiska…

Każde z nich to konkretny człowiek, któremu historia napisała tragiczne koleje losu, a finałem była śmierć w warzyckim lesie.

Które z tych nazwisk są poprawne i prawdziwe?

Gdyby drzewa, świadkowie mordów, potrafiły mówić…

 

Źródła:

  1. https://www.podkarpackahistoria.pl

Warzyce-podkarpackie Palmiry, Szymon Jakubowski.

  1. Łukasz Grzywacz – Świtalski, Z walk na Podkarpaciu.
  2. Artykuł Czesława Leosza, Więzienie w Jaśle.
Kategorie: Instytut

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.