Agata Ochałek-Skałba – z zawodu nauczycielka w Publicznej Szkole Podstawowej w Bieździedzy, z zamiłowania – pasjonatka literatury, teatru, historii regionu, fotografii, podróży, tenisa ziemnego; Radna Rady Miejskiej w Kołaczycach.

Pani Agata o powołaniu do życia Społecznego Instytutu Dokumentowania Zbrodni Hitlerowskich w Warzyckim Lesie, dowiedziała się z mediów. Skontaktowała się z nami i przekazała interesujący materiał.

Oddajemy do rąk Czytelników opowiadanie napisane przez Panią Agatę, która jako uczennica miała okazję spotkać osobiście Tadeusza Sochę, jednego z więźniów, który miał być rozstrzelany przy drodze do Sieklówki razem z oficerami i podoficerami Wojska Polskiego w dniu 6. lipca 1940 roku. Wszystko, co zostało w tej historii opisane, jest zgodne z prawdą historyczną.

Opowiadanie ubogaca fotografia wykonana przez córkę pani Agaty, Elizę. Zdjęcie wzięło udział w konkursie fotograficznym organizowanym przez Instytut Pamięci Narodowej pod nazwą: „Nieznane miejsca pamięci w mojej okolicy”. Eliza Skałba, w kategotii wiekowej 11-14, została jego lauratką.

A las nadal szumi…

Tegoroczny listopad sprawił nam niespodziankę. Ciepły, słoneczny, pomarańczowy… Jakby sierpień zabłądził i przypadkowo wszedł do nie swojej pory roku.

– Ależ to nic! Prosimy się rozgościć! – wydają się do niego mówić ludzie, których od paru miesięcy wszyscy straszą „zimą stulecia” i brakiem opału oraz wizją szturmujących do naszych domów zmarzniętych Ukraińców.

            Jak każdego tygodnia o tej porze, jedziemy z moją mamą i bratem na lekcje języka angielskiego do Leonardo School. Mama chce z nas zrobić poliglotów, ale obawiam się, że może się to jej nie udać. Język angielski na pewno nie jest moim ulubionym przedmiotem! Zdecydowanie wolę wychowanie fizyczne i plastykę, ale cóż: de mauvaises choses arrivent, c’est la vie! Zawsze jedziemy krótszą, leśną drogą, prowadzącą z Sieklówki do Jasła. Najpierw nasza mała, ponad dziesięcioletnia, Toyota Yaris ociężale wspina się na drugim biegu pod strome wzniesienie, by na jego wierzchołku nieco przyspieszyć, a potem niemal pędzić w stronę Warzyc. To przyspieszenie następuje zawsze przy szarym, betonowym pomniku okolonym drewnianym płotkiem. Pamiętam, że 1. listopada paliło się tam kilka zniczy i ktoś położył biało-czerwoną chryzantemę…

– Mamo, dlaczego wybudowano pomnik w środku lasu? Przecież pomniki stoją zwykle na cmentarzach? – dopytywał się mój młodszy brat, a ja się zdziwiłam, że go to zainteresowało.

Nie wiedzieć czemu, mama wyłączyła nagle swoje ulubione samochodowe przeboje Sannah i zamyśliła się…. Odkąd wyszła nowa płyta tej oryginalnej wokalistki, śpiewającej wiersze polskich poetów, ciągle jej słucha. Nie od razu też udzieliła bratu odpowiedzi.

– Parę lat temu o to samo pytała mnie Eliza. Wiedziałam, że i ty kiedyś będziesz chciał wiedzieć… – powiedziała mama, a ja nagle sobie przypomniałam naszą rozmowę sprzed kilku lat. Byłam jednak zbyt mała, żeby wtedy wszystko dokładnie zapamiętać.

– Wiem, że zginęło tu wiele osób, ale, proszę, opowiedz nam to jeszcze raz – poprosiłam.

– Otóż w tym miejscu, a właściwie kilkadziesiąt metrów poniżej pomnika, w głębi lasu, za czasów drugiej wojny światowej Niemcy rozstrzelali 87 polskich więźniów przewiezionych do tego lasu z jasielskiego więzienia…

– Mamo, to straszne o czym nam opowiadasz – zareagował Ksawery, od dwóch miesięcy ambitny pierwszoklasista. – Ja przecież wiem ze szkolnych akademii, że w czasach II wojny światowej Niemcy mordowali zarówno dzieci, jaki dorosłych. A kim byli ludzie, którzy tu zginęli?

Byliśmy już w Warzycach, czyli kilometr od pomnika, gdy mama nagle zatrzymała samochód.

– Wiecie co? Mamy jeszcze sporo czasu do waszych lekcji.

I nagle wykonała manewr zawracania. Ksawerego aż wcisnęło w fotel. Dobrze, że miał zapięte pasy.

– O kurde, mama driftuje – skomentował w tonie swoich ulubionych youtuberów, których non stop ogląda. Ale mama tym razem jakoś na to nie zareagowała. Za cztery minuty staliśmy już przed płotkiem, który odgradzał pomnik od reszty lasu.

– Płotek naprawili strażacy z Ochotniczej Straży Pożarnej w Sieklówce,
a i sam pomnik porządnie wyszorowali. Był mocno zaniedbany. Stoi tu już przecież od 1971 roku- opowiadała nam mama, otwierając małą bramkę wejściową.

– „Czyli ma dokładnie tyle lat, ile ciocia Ewa…”- skojarzyłam.

Po raz kolejny przyjrzałam się pomnikowi z bliska. Ma kształt podłużnego prostokąta. Na jego szczycie znajduje się betonowy krzyż.
W prawej górnej części widnieje orzeł na tarczy herbowej.

– A dlaczego ten orzeł nie ma korony? Uczyliśmy się w szkole, że nasze polskie godło to biały orzeł ze złotą koroną… – mądrzył się Ksawery.

– …i ze złotym dziobem oraz złotymi szponami – dokończyła za mnie mama. – Masz rację, ale ten pomnik wybudowany był w czasach komunistycznych, gdy nasze godło właśnie tak wyglądało. A krzyż osadzono dopiero na szczycie obelisku po jego uroczystym odsłonięciu. Ale teraz podejdź do tablicy i przeczytaj głośno, co jest na niej zapisane.

– „PAMIĘCI/ ŻOŁNIERZY WOJSKA POLSKIEGO/ I LUDNOŚCI CYWILNEJ/ ZAMORDOWANYCH/ PRZEZ HITLEROWCÓW/ W ROKU 1940/ SPOŁECZEŃSTWO ZIEMI JASIELSKIEJ” – udało mu się płynnie odczytać wyraźne, czarne litery na granitowej tablicy.

– Rankiem 6. lipca 1940 roku ludzie z pobliskich Warzyc widzieli jadące w stronę lasu niemieckie samochody… Jechały od strony Brzyszczek. Bardzo ich to zaniepokoiło… Nie wiedzieli jednak, że Niemcy wiozą w nich ludzi.A wieźli 87 podoficerów i oficerów Wojska Polskiego oraz kilku przewodników…

– Przewodników? – zdziwiłam się.

– Przewodnicy pochodzili z wiosek przygranicznych i próbowali przeprowadzić polskich żołnierzy przez granicę. Oficerowie byli uczestnikami kampanii wrześniowej i chcieli przedostać się na Węgry. W tym upatrywali swą szansę na ocalenie i dotarcie do Polaków, którzy walczyli z Niemcami w innych częściach świata; głównie na Zachodzie.

– I co się wówczas wydarzyło? Udało się im zrealizować ten cel? – bardzo mnie zaciekawiła ich historia.

– Niestety, nie… Zimą, gdzieś na przełomie 1939 i 1940 roku zostali aresztowani podczas próby przejścia przez granicę z Czechosłowacją, a następnie osadzeni w jasielskim więzieniu. Po trzech miesiącach śledztwa sąd doraźny przy komendzie Sicherheitspolizei dystryktu Kraków skazał ich na karę śmierci. Oczywiście śledztwo prowadziło Gestapo, czyli niemiecka tajna policja.

– Mamo, skąd o tym wszystkim wiesz? – dopytywał Ksawery.

– Wyobraź sobie, że historię o pomordowanych w sieklowskim lesie usłyszałam od osoby, która jako jedna z dwóch przeżyła egzekucję…

– Kto i kiedy opowiedział ci tę straszną historię?- nie mogłam wprost uwierzyć.

– Gdy byłam w wieku Ksawerego, czyli mogłam mieć około 7-8 lat, żyło jeszcze wielu ludzi w Sieklówce, którzy nie tylko dobrze pamiętali czasy wojny, ale również walczyli z okupantem, działając w konspiracji. Jeden z nich – Franciszek Szewczyk – zaprosił do naszej szkoły podstawowej świadka tamtego wydarzenia. Był to Tadeusz Socha z Mrukowej. Mężczyzna ten w Świątkowej Wielkiej prowadził czterech oficerów do granicy i podzielił ich los: został aresztowany, skazany i wywieziony 6. lipca 1940 roku na śmierć do tego miejsca, w którym teraz stoimy…

– Jak udało mu się przeżyć? – bardzo chciałam się dowiedzieć.

– Pamiętam, jak łamał mu się głos, gdy nam, dzieciom, o tym opowiadał… A dla mnie była to tak wstrząsająca historia, że nigdy jej nie zapomnę… Mam obowiązek przekazać ją wam tak, jak mi kiedyś ją opowiedziano…

I mama zaczęła mówić cichym głosem… Więźniów popędzono z samochodów w las wśród niemieckich krzyków i przekleństw; wśród ujadania psów. Nad lasem krążył samolot w obawie przed zasadzką polskich partyzantów. Skazanym nakazano wykopać doły i stanąć nad nimi… Tadeusz wiedział, że zaraz zginie. I że nie ma już nic do stracenia. Szybko wyszukał wzrokiem miejsce, gdzie rzuci się do ucieczki… Wybrał grupkę niemieckich oficerów, przyglądających się egzekucji… Pobiegł w ich stronę. Byli tak zaskoczeni, że nie zdążyli wyciągnąć pistoletów. Z kolei egzekutorzy nie mogli strzelać, by nie ranić swoich przełożonych. To był ten moment, ta chwila, te sekundy, które dały mu życie… I las: przed chwilą przeklęty, a teraz stał się szansą…. Pełen grubych drzew, zarośli, zielonych liści, wzniesień i dolin dawał możliwość powodzenia ucieczki. Zerwała się pogoń z psami. Były strzały… Jedna z kul karabinu maszynowego dosięgła Tadeusza i raniła go w brzuch, lecz nie przerwała jego szaleńczej ucieczki.

Wydawało mu się, że obława już, już go dosięga… Biegł niesiony niewyobrażalnym strachem. Nie mógł ani na chwilę odpocząć…  Wiedział, że Niemcy zrobią wszystko, aby go dorwać jako jedynego świadka ich bestialstwa. Resztkami sił dotarł na skraj lasu i położył się w łanie zboża… Chyba nie pamiętał, ile tam przeleżał. Pomocy udzieliła mu jakaś kobieta z Sieklówki bądź Bierówki. Widział, jak doiła krowę. Rana postrzałowa osłabiła go, a on nagle zapragnął napić się mleka…. Przeżył. Jako jedyny. Gdy on biegł, w lesie dokończono przerwaną egzekucję. Rozstrzelano 93 osoby. Tego straszliwego mordu dokonał najprawdopodobniej 181 Schutzpolizeibataillon, którego część stacjonowała wówczas w Jaśle. Wśród ofiar znaleźli się ostatni z żołnierzy września i pierwsi partyzanci z rozbitego pod Anielinem Oddziału Wojska Polskiego mjr. Henryka Dobrzańskiego „Hubala” – jaślanina.

– To znaczy, że ocalał tylko przewodnik z Mrukowej. I nikomu innemu nie udało się uratować? – nie mogłam się z tym pogodzić.

– Czytałam, że w czasie transportu wojskowych z więzienia przy ulicy Staszica w Jaśle, na pograniczu Warzyc i Sieklówki, wyskoczyli z samochodu porucznicy: Rylski i Kwiatkowski.

Mama zakończyła swoją opowieść, a my nagle poczuliśmy, że ten las jest nieprzyjazny, wręcz upiorny. Dokonały się w nim przecież straszliwe zbrodnie.

– Mamo, to znaczy, że są tu groby tylu ludzi? – chciał wiedzieć Ksawery, patrząc na zeschłe liście podnoszone przez nagły poryw wiatru.

– Nie, tak jak ci wcześniej wspominałam, nie ma tu grobów. Ciała zostały ekshumowane w 1945 roku i przeniesione do mogiły nr 6 na cmentarz ofiar hitlerowskich w…

– …w Warzycach! Tam jest taka duża brama z napisem: „ Przechodniu, powiedz Ojczyźnie, że wierni jej prawom tu spoczywają”. – przerwałam zadowolona, że i ja cokolwiek zapamiętałam z historii.

– Na cmentarzu tym zostało pochowanych kilka tysięcy osób zabitych przez hitlerowców… – dodała mama.

Nagle przez gałęzie drzew błysnęło słońce. Tu i ówdzie słychać było szelest spadających liści. Ruda wiewiórka przeskakiwała po gałęziach. A ja w tym momencie tak bardzo się ucieszyłam, że nie żyję w strasznych, wojennych czasach, tylko tak sobie idę z mamą i bratem przez las. A on nad nami szumi…

Gdy dochodziliśmy z powrotem do samochodu, niespodziewanie usłyszałam głos spikera radiowego zza niedomkniętej szyby auta. Mama, jak zwykle, nie wyłączyła radia:

– „Dzisiaj, o godzinie 15.40 w miejscowość Przewodów w powiecie hrubieszowskim spadły dwie rakiety lotnicze, zabijając dwóch mężczyzn. Polskie MSZ potwierdza, że były produkcji rosyjskiej. Trwa zmasowany atak na infrastrukturę energetyczną Ukrainy. Bomby spadają na cele cywilne: domy, szpitale, szkoły i przedszkola”.

Spojrzeliśmy na siebie w milczeniu. Ksawery mocniej złapał mamę za rękę, a ja poczułam nieprzyjemny dreszcz.

– Dlaczego świat niczego się nie nauczył? – wyszeptałam cicho, patrzącz lękiem w przyszłość. – To wierutne kłamstwo, że historia jest nauczycielką życia…

Wykaz źródeł:

  1. Cynarski Stanisław, Garbacik Józef (red.), Jasło oskarża. Zbrodnie hitlerowskie w regionie jasielskim 1939-1945,Warszawa 1973.
  2. Gałuszka Tomasz, Dzieje parafii świętego Stanisława w Sieklówce (1939-2005), Sieklówka 2013.
  3. Wieliczko Mieczysław, Informator o miejscach walk i męczeństwa ludności w powiecie jasielskim w okresie II wojny światowej, Rzeszów 1975.
  4. Wieliczko Mieczysław, Jasielskie w latach drugiej wojny światowej, Warszawa 1974.

Zdjęcia autorstwa Elizy Skałby nagrodzone w konkursie fotograficznym organizowanym przez Instytut Pamięci Narodowej pod nazwą: „Nieznane miejsca pamięci w mojej okolicy”, w kategotii wiekowej 11-14.

https://edukacja.ipn.gov.pl/edu/konkursy-i-projekty/nieznane-miejsca-pamiec/153656,Laureaci-konkursu-Nieznane-miejsca-pamieci-w-mojej-okolicy.html

Kategorie: Instytut

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.