20. stycznia 1942 roku odbyło się w Wannsee spotkanie, w którym uczestniczyli wysokiej rangi niemieccy urzędnicy państwowi. Przewodniczył im Reinhard Heydrich, szef Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. Tematem „narady” było omówienie „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej w niemieckiej strefie wpływów w Europie”, czyli fizycznej eksterminacji europejskich Żydów. Głównym koordynatorem i wykonawcą planu został Adolf Eichmann.
Jeden z uczestników konferencji – Josef Bϋhler, reprezentant rządu Generalnego Gubernatorstwa, domagał się, aby ludobójstwo na Żydach rozpocząć od okupowanej przez Niemców Polski. Niespełna dwa miesiące później przystąpiono do realizacji planu.
Eksterminacja Żydów w Generalnym Gubernatorstwie została nazwana na cześć Heydricha kryptonimem „Reinhard”. W ramach zaplanowanej akcji zamordowano ponad 2 miliony Żydów. Łącznie, w wyniku celowo prowadzonej polityki eksterminacyjnej przez III Rzeszę, zamordowano około 6 milionów europejskich Żydów.
W lesie w Warzycach pierwsza egzekucja osób narodowości żydowskiej miała miejsce 3. lipca 1942 roku. Tego dnia zostało rozstrzelanych 600-700 Żydów zamieszkałych we Frysztaku. Wśród zabitych byli: starzy, chorzy, kaleki oraz dzieci.
Żydowskie dzieci w getcie we Frysztaku. Fot. Arch

(Fotografia ze strony https://www.podkarpackahistoria.plZbrodnie na ludności żydowskiej w okolicach Frysztaka)
Mieczysław Chabański z Frysztaka wspomina:
„Dnia 2. lipca 1942 roku zapowiedziana była zbiórka wszystkich Żydów zamieszkałych w miasteczku Frysztak.(…) Cały ten transport skierowano do lasu, odległego o 8 km od Frysztaka, tzw. lasy warzyckie. Tam kazano rozebrać się wszystkim do naga, stanąć nad przygotowanymi grobami (trzy groby) i z karabinu maszynowego wszystkich powystrzelano.”
Kolejna egzekucja w warzyckim lesie odbyła się 12. sierpnia 1942 roku. Wtedy funkcjonariusze SS i gestapo rozstrzelali około 600 osób narodowości żydowskiej z Korczyny koło Krosna.
Jan Rączka, z okolic Krosna, wspomina:
„Po dojeździe do Warzyc, skręciliśmy w kierunku Sieklówki w stronę lasu, a następnie już drogą polną wjechaliśmy w głąb lasu, a następnie zatrzymaliśmy się nieopodal dużej polany, gdzie nakazano nam kopanie wytyczonego dużego grobu. Grób był szeroki na dwa metry, a jego długość dostosowana była do liczby rozstrzeliwanych Żydów. W międzyczasie, kiedy my kopaliśmy grób, Niemcy zwozili ciężarówką na polanę Żydów z Jasła. (…) Po paru godzinach polanka została zapełniona Żydami (…) zaś my kończyliśmy kopanie grobu, który był ustalony na kilkaset osób. (…) Po zakończeniu egzekucji przystępowaliśmy do zasypywania rozstrzelanych. (…) Po pewnym czasie ponownie zawieziono nas do lasu w Warzycach, gdzie wykopaliśmy już drugi grób dla pozostałych jeszcze Żydów w Jaśle i okolicy. Tam też, przy jednym transporcie, wraz z Żydami przywieziono rodzinę polską, u której ukrywali się Żydzi. Rozstrzelano ich razem z Żydami.”
- sierpnia 1942 roku, w czasie likwidacji getta w Jaśle, rozstrzelano w warzyckim lesie około 1500 osób narodowości żydowskiej.
W „Rejestrze miejsc i faktów zbrodni popełnionych przez okupanta hitlerowskiego na ziemiach polskich w latach 1939-1945” zamieszczono również informację bez podania dokładnej daty, ale przy zdarzeniach z 1942 roku, która mówi, że funkcjonariusze gestapo, policji i Wehrmachtu wymordowali w warzyckim lesie około 690 osób narodowości żydowskiej (192 mężczyzn, 369 kobiet i 130 dzieci) z okolicznych miejscowości.
Podsumowując, w ramach realizacji planu „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej” w 1942 rokuw lesie w Warzycach zostało rozstrzelanych około 2500 Żydów.
Jak wyglądały egzekucje?
Z relacji świadków wynika, że Żydzi mordowani byli przez Niemców według określonego planu, który zakładał upodlenie ludzi do granic możliwości.
Władysław Merkwa, urodzony 5. czerwca 1922 roku w Kołaczycach, podczas wojny pracował m. in. przy budowie drogi, a nadto przy kopaniu grobów dla rozstrzeliwanych Żydów. W 1944 roku aresztowało go Gestapo.
W książce „Jasło oskarża” wspomina:
„11. lipca 1942 roku o godzinie 5.30, tak jak co dzień, wsiedliśmy na samochód ciężarowy, który tym razem wiózł nas w kierunku Kołaczyc. Kierownik robót Józef Cyran kazał nam, jak zwykle, śpiewać. Kiedy zbliżaliśmy się do Kołaczyc, uwagę naszą zwróciło zgrupowanie Żydów przed bożnicą. Pojechaliśmy dalej w kierunku Brzostka. I tu Żydzi byli zgrupowani. Przejechaliśmy przez Brzostek, Kamienicę i za mostem w Szczegocicach skręciliśmy na drogę prowadzącą do Jodłowej. Tam także Żydzi byli zebrani na głównym placu. Żandarmi polecili nam pojechać do pobliskiego lasu i tam rozkazano nam kopać grób na niewielkiej polance. Długość grobu wynosiła około 20 m, czyli według norm stosowanych przez hitlerowców powinien on pomieścić około 200 osób. Zanim ukończyliśmy kopanie grobu, ten sam samochód, którym przyjechaliśmy, przywiózł pierwszy transport Żydów. Były to całe rodziny, starzy i młodzi, dzieci i niemowlęta. Tu na miejscu zrozumieli, co ich czeka. Dzieci trzymały się kurczowo matek i ojców, przeraźliwie płakały. Wszyscy byli obłąkani z przerażenia. Przypuszczali, że zostaną przewiezieni do większego getta, pozabierali więc z domu, co tylko mogli. Hitlerowcy nie tylko nie zabraniali im tego, lecz doradzali dobrze zaopatrzyć się na drogę.
Spędzono wszystkich z samochodu i zgromadzono na polance, niedaleko od przygotowanego grobu. Krzykiem i biciem zmuszano do położenia się na trawie, twarzą do ziemi. Między leżącymi chodzili Niemcy i rękojeścią karabinów uderzali po głowach. Płacz i nawoływania nie milkły. Po krótkiej chwili w lesie nastąpiła cisza. Samochód zawrócił w kierunku wsi, wkrótce przyjechał z następnym transportem. Zanim ukończyliśmy kopanie grobu wszyscy Żydzi z Jodłowej znajdowali się już na polanie. Po wykopaniu odeszliśmy w głąb lasu. Hitlerowcy, jak zwykle, rozkazali dziesięciu osobom rozebrać się do naga i składać wszystkie rzeczy w jedno miejsce. Następnie pokrzykując i bijąc opieszałych ustawiali ich w szeregu i pędzili w kierunku grobu. Tam jeden z żandarmów strzelał do nich w tył głowy. Po pierwszych strzałach rozległy się jęki przerażonych, którzy nie widzieli żadnych możliwości ocalenia.
W miarę upływu czasu liczba osób malała, a grób coraz bardziej zapełniał się rozstrzelanymi. W pewnym momencie, wykorzystując chwilową nieuwagę żandarmów, oderwał się od grupy leżących młody człowiek. Bardzo szybko wybiegł z lasu i ukrył się w życie. Rozległy się strzały, ale uciekinier był już daleko.
Kiedy wszyscy zostali już rozstrzelani, rozkazano nam zasypywać grób. Później przywieziono jeszcze dwoje Żydów. Była to młoda, najwyżej 16-letnia dziewczyna i 12-letni chłopiec. Spotkał ich taki sam los. Pierwszy zginął chłopak, następnie rozstrzelano dziewczynę.
Hitlerowcy pilnowali, aby grób został dobrze zamaskowany. Rozkazali posadzić na grobie drzewka i ułożyć darń.
W powrotnej drodze przejeżdżaliśmy przez Kołaczyce, gdzie widzieliśmy Żydów stojących z całymi rodzinami, gotowych do drogi, z pakunkami i torbami.
Jadąc dalej w kierunku Jasła, przejechaliśmy Krajowice i za willą Warchałowskiego skręciliśmy w lewo, drogą prowadzącą do lasu. W lesie, tuż przy głównej szosie, znajduje się polana. Stamtąd hitlerowcy popędzili nas nieco dalej w głąb lasu i tam rozkazali kopać grób. Egzekucja odbyła się w ten sam sposób.
Przedtem hitlerowcy rozpostarli na ziemi jakiś kilim czy też kapę z łóżka i kazali wyrzucać różne kosztowności, zegarki, biżuterię i pieniądze.
Na wspomnianą polanę przywożono Żydów nie tylko z Kołaczyc, lecz również z okolicznych wsi.”

Egzekucja (Zdjęcie z książki „Jasło oskarża”)

Egzekucja (Zdjęcie z książki „Jasło oskarża”)
Źródła:
- „Rejestr miejsc i faktów zbrodni popełnionych przez okupanta hitlerowskiego na ziemiach polskich w latach 1939-1945”.
- „Jasło oskarża. Zbrodnie hitlerowskie w regionie jasielskim 1939-1945”: Władysław Merkwa: „Byłem świadkiem zbrodni”, str. 285-287.
- https://www.podkarpackahistoria.pl „Warzyce=podkarpackie Palmiry”, Szymon Jakubowski.
0 komentarzy