Publikujemy kolejny fragment wspomnień Ludwika Ligary, pseudonim „Mały”, dotyczący jego działalności dywersyjnej.
Opisaną przez Ludwika Ligarę akcję Gamrat prezentujemy również z perspektywy opisanej przez Łukasza Grzywacza – Świtalskiego w książce „Z walk na Podkarpaciu”.
W kwietniu 1943 roku Ludwik Ligara został dowódcą patrolu dywersyjnego. Jako dowódca grupy dywersyjnej wykonywał wiele niebezpiecznych akcji, dlatego znalazł się na liście poszukiwanych przez gestapo i musiał się długi czas ukrywać, stale tropiony przez policję. Cechowała go ogromna odwaga, ofiarność i poświęcenie. Był ceniony przez kierownictwo i lubiany przez współpracowników.

„W kwietniu 1943 roku zostałem dowódcą patrolu dywersyjnego, przez co działalność maja się poszerzyła. W tym samym miesiącu 1943 roku w Warzycach, pod górą Zimnej Wody, na szosie zlikwidowaliśmy dwóch Niemców jadących motorem w stronę Jasła. Niemcy zlikwidowani bez śladu, nam pozostał motor, dwa pistolety i dwa kompletne mundury. W akcji brał udział Wójcik Adam z Szebni, Włodzimierz Lenard z Krosna i Grygiel z Kleci od Brzostku. Wójcik miał pseudonim „Bratek”, Lenard – „Florek”, a Grygiel – „Kat”.
W czerwcu 1943 roku zlikwidowaliśmy konfidentkę w Jaśle Sztajrównę Zofię z Kalisza, a tydzień wcześniej w akcji pod hasłem „Kośba”zostali zlikwidowani Macieik Stanisław – stolarz wraz z żoną, Włoch – dentysta, na ulicy Czerwonej Armii, Pająk – dozorca więzienia, Krzyszkowski – naczelnik poczty w Jaśle – został silnie postrzelony, ale się wylizał w szpitalu, Łapka z Żółkowa – rejonowy naczelnik straży pożarnej, Urban z Tarnowca. Udało się umknąć ręki sprawiedliwości Skowronowi, który mieszkał na Targowicy, a był wysiedleńcem z Kalisza. Nie było go w domu. Zostali także zlikwidowani Waląg – adwokat, pochodził z Łużnej, Stój z Bóbrki – wiertacz na rotorze w Sobniowie. Mieszkał w Łaskach, ranny uciekł i Olbrychtowicz z Dębowca.
W lipcu 1943 roku na szosie w Kowalowach, o godzinie 12.30 został rozbrojony oficer niemiecki, który został puszczony żywy, gdyż za dużo było świadków cywili. Zabrano mu tylko pistolet – 9 m/m kaliber „czeska skoda”. Gdy się puszczało żywego, to portfela ani zegarka nie wolno było zabierać, bo to wyglądało na bandę rabunkową, a nie na partyzantów.
W sierpniu albo początkiem września 1943 roku na szosie Warzyce- Frysztak, w lesie, założyliśmy ładunek wybuchowy przez naciśnięcie. Samochód osobowy, w którym jechało czterech żołnierzy niemieckich najechał, ale mina eksplodowała z opóźnieniem, już za tylnymi kołami. Wybuch był straszny, że aż tył samochodu wyskoczył do góry, szyby wyleciały i jeden żołnierz został raniony, bo w Warzycach go ratowali. Ze samochodu przeleciał to chyba dlatego, że jechał szybko.
W grudniu 1943 roku na tej samej szosie zrobiliśmy zasadzkę na Kordesa. Był to urzędnik od dostaw kontyngentowych. Akcją tą kierował porucznik wojsk polskich, pseudonim „Brat” z Nienaszowa. W akcji tej nie powinien był paść ani jeden strzał, a jednak stało się inaczej, gdyż padł dowódca, który nie powinien być na szosie, gdyż plan był inaczej przygotowany.
Siatka była zaciągnięta z lewej strony szosy, a ja miałem postawić samochód. Kordes widząc, że jest w siatce, nie użyłby pistoletu, a dowódca, wbrew planom, wyszedł poza siatkę, naprzeciwko. Czynności, które ja miałem dokonać, dowódca za to zapłacił życiem. Kordes szedł za samochodem, a dowódca w stronę samochodu i Kordes dał pierwszy strzał. „Brat” dał dwa strzały, ale nietrafione, gdyż został trafiony w prawą rękę i dwa strzały dostał w piersi. Kordes uciekł w stronę Warzyc, a „Brat” za jakieś 30 minut zmarł w drodze na furmance. Taki był rezultat kierowania akcją niedoświadczonego porucznika.
Dnia 5. grudnia 1943 roku grupa partyzantów w sile 29 ludzi, pod dowództwem „Lisa”, zabrała wszystką broń i amunicję, i ogumienie rowerowe, które było w magazynie w Gamracie. Akcję przygotował Szymański Tadeusz, pseudonim „Borys” ze Skołyszyna, który w tym czasie był tam rusznikarzem. Na terenie Gamratu było nas dziesięciu, a przed rzeką Wisłoką było dziewiętnastu. „Borys”, „Gazda” i ja byliśmy w magazynie, a „Lis” nas ubezpieczał. „Borys” i „Gazda” podawali towar mnie, a ja podawałem przez okno kolegom z południa, którzy donosili nad rzekę, a inni przez rzekę. Po oczyszczeniu magazynu z towaru, weszliśmy do lasku, gdzie był „Lis” na ubezpieczeniu, a na placu leżało jeszcze dwie skrzynie i kilka „kabekaesów” (karabinek sportowy).
„Lis” powiedział:
– Koledzy, szybko zabrać co kto może i wycofać się.
Od koszar, w odległości może 50 metrów, żołnierz zaświecił lampkę elektryczną. Szybko chwyciliśmy, co kto mógł unieść i pobiegliśmy w stronę rzeki. W rzece „Borys” i ja przewróciliśmy się w wodzie, nachodząc na skośny głaz porośnięty mchem.
Gdyśmy się znaleźli na przeciwnym brzegu Wisłoki, „Lis” powiedział:
– Chłopcy, co który może to zabrać i jak najszybciej przeciąć szosę w stronę lasu, bo gdy zadzwonią po pomoc do Jasła, to samochodami za parę minut tu będą i wszystko przepadnie.
Za parę minut znaleźliśmy się już w lesie krajowickim i zarazem w bezpiecznym miejscu. Plan był dobrze przygotowany, gdyż nie padł ani jeden strzał, a w ręce nasze wpadło ponad 20 pistoletów maszynowych Massów francuskich 32-strzałowych, 2 ciężkie karabiny maszynowe, kilka „kabekaesów”, kilkanaście skrzyń z granatami i amunicją, duża ilość pistoletów krótkich Waltherów niemieckich i Visów radomskich oraz ogumienie rowerowe, które w tym czasie było w magazynie.
Akcja odbyła się 5. grudnia 1943 roku między godziną 19 a 20.”

Schemat akcji „Gamrat” z książki „Z walk na Podkarpaciu”
Akcja „Gamrat” opisana przez Łukasza Grzywacza – Świtalskiego w książce „Z walk na Podkarpaciu”
„Słabo uzbrojone plutony AK obwodu jasielskiego podjęły w 1943 roku szereg akcji mających na celu zdobycie broni na Niemcach. Jedną z nich była akcja na „Gamrat” – hitlerowskie magazyny zbrojeniowe i warsztaty naprawcze koło Jasła. Znajdowały się one w lesie i otoczone były płotem kolczastym. Strzegła ich kompania Wehrmachtu w sile ok. 200 ludzi. Ponadto na terenie „Gamratu” w pobliskich budynkach zakwaterowani byli własowcy (około 500). Przy bramach wjazdowych rozstawione były posterunki, a wzdłuż ogrodzenia krążyły patrole z psami.
W warsztatach naprawczych broni Niemcy zatrudnili polskich specjalistów, a wśród nich rusznikarza Tadeusza Szymańskiego, żołnierza AK i współpracujących z nim w konspiracji Juliana Reczkę i Adama Skubę.
Na magazyny „Gamrat” zwrócił uwagę inspektorat AK, poszukujący uzbrojenia dla swoich plutonów. Z jego też ramienia komendant obwodu jasielskiego, kpt. Modrzejewski („Lis”), polecił Szymańskiemu („Borys”) przeprowadzenie dokładnego rozpoznania tych magazynów.
Najbliżej ogrodzenia znajdowały się warsztaty rusznikarskie, a na piętrze budynku kwatery żołnierzy niemieckich i rusznikarzy. Dłuższa obserwacja wykazała, że są godziny, kiedy można niemal niepostrzeżenie wejść na teren magazynów i wynieść broń. Najłatwiejszy dostęp był do rusznikarni. Trzeba było tylko odczekać na odpowiednią chwilę, kiedy przeniesiona zostanie do niej z głębi magazynów broń w celu przeprowadzenia konserwacji.
Pod koniec listopada 1943 roku „Borys” zameldował „Lisowi”, że Niemcy zarządzili w „Gamracie” konserwacje uzbrojenia i że w związku z tym w rusznikarni znajduje się większa ilość broni i amunicji. Ustalił on również, że podczas wydawania posiłków załoga przebywa w koszarach oraz że w pewnych odstępach czasu część jej wyjeżdża samochodami do kina w Jaśle. W koszarach pozostaje wtedy zaledwie kilkunastu żołnierzy.
Po ustaleniu przez „Borysa” dokładnej godziny wyjazdu załogi do kina „Lis” zarządził ostatnie przygotowania do akcji. Por. Antoni Holik („Gazda”) otrzymał polecenie zaopatrzenia oddziału w granaty ręczne, opatrunki osobiste oraz tzw. „konstytucje” – pręty stalowe grubości palca i długości 45 cm, zakończone gałkami stalowymi. Pręty takie ważyły ok. 75 dkg i służyły do walki wręcz w momentach, kiedy broń palna mogłaby zaalarmować pomoc.
Zbiórka uczestników akcji odbyła się 4. grudnia, przed zachodem słońca. O oznaczonej godzinie przybył 11-osobowy oddział dywersyjny z Dębowca na czele z ppor. Antonim Zawadzkim („Teresa”), stawiło się również 12 żołnierzy z Warzyc.
Uczestnicy akcji podzielili się na trzy grupy, z których każda miała inną trasę dojścia do odległej o 3 km podstawy wyjściowej, znajdującej się obok willi Warchałowskiego. Tu też przydzielono każdej grupie zadanie, jakie ma wykonać.
Kiedy partyzanci wyruszyli z miejsca zbiorki, było już ciemno. Rzekę Wisłokę zamierzali przebyć łodzią, ale okazało się, że jej właściciel już ją zabezpieczył przed nadchodząca zimą. Dowódca akcji zarządził więc przeprawę w bród. Woda nie była w tym miejscu głęboka, sięgała zaledwie kolan.
Za Wisłoką rozciągał się „Gamrat”. Idąc brzegiem rzeki wzdłuż płotu kolczastego, uczestnicy akcji spostrzegli w mroku sylwetkę „Borysa”, który przygotował już przejście przez druty. Przez otwór w ogrodzeniu przeszło 10 partyzantów, z których 5 skierowało się do magazynu. Tu otworzyli jedno z okien i zaczęli przez nie wynosić broń, amunicję i granaty ręczne. Zdobycz odbierało 7 partyzantów, którzy odnosili ją za płot kolczasty. Dalej przenosiło za Wisłokę 12 partyzantów trzeciej grupy. Wynoszenie broni ubezpieczał kpt. Modrzejewski.
Gdy grupa por. Holika („Gazda”) wyszła z magazynu i większość broni już była przerzucona na drugą stronę rzeki, zajechał autobus z żołnierzami niemieckimi (ok. 40); wysiedli oni i weszli do budynku. Autobus stał około 20 m od stanowiska kpt. Modrzejewskiego. Po paru minutach 3 żołnierzy niemieckich wyszło z budynku i skierowało się w stronę lasu. Po sprawdzeniu, że na skraju lasu zostały tylko 1 skrzynka amunicji i 1 lufa zapasowa, Modrzejewski zdecydował się wycofać do rzeki, by uniknąć starcia z załogą „Gamratu”, w którym mógłby stracić większość zdobyczy. Niemcy niczego nie spostrzegli i nasi wycofali się w kompletnej ciszy. Zdobycz była obfita: 1 ciężki karabin maszynowy, 20 karabinów, 9 pistoletów francuskich „Mass”, 8 pistoletów typu Vis, 4 skrzynie z granatami ręcznymi, kilkanaście skrzynek z amunicją oraz kilka sztuk dętek rowerowych.
O wyniesieniu broni i amunicji przez żołnierzy AK załoga „Gamratu” dowiedziała się dopiero w dzień. Niemcy byli tym kompromitującym dla nich wyczynem bardzo skonsternowani i nie nadali całej sprawie rozgłosu. Jedyną reakcją z ich strony było wzmocnienie załogi magazynów.
Piękny efekt tej akcji należy przypisać nie tylko dobremu rozpoznaniu i dobrej organizacji, ale przede wszystkim dzielności tak kpt. Modrzejewskiego, jak i żołnierzy, zwłaszcza: „Gazdy”, „Borysa”, „Teresy”, „Korzenia” i „Małego”.”

0 komentarzy