Oddajemy w Państwa ręce drugą publikację Społecznego Instytutu Dokumentowania Zbrodni Hitlerowskich w Lesie Warzyckim, w której przedstawiamy wspomnienia pani Bronisławy Zając. Jej wspomnienia stanowią bezcenny zapis osobistych doświadczeń, lęków i nadziei, które towarzyszyły mieszkańcom Jasielszczyzny w jednym z najtragiczniejszych okresów w historii.
Nazwisko zamordowanej siostry Pani Bronisławyznajduje się w publikowanym wcześniej Rejestrze miejsc i faktów zbrodni popełnionych przez okupanta hitlerowskiego na ziemiach polskich w latach 1939-1945
Zachęcamy wszystkich, którzy przeżyli te dramatyczne wydarzenia lub posiadają rodzinne pamiątki – wspomnienia, listy, fotografie – do podzielenia się nimi. Wasze świadectwa są nieocenionym wkładem w budowanie pełniejszego obrazu przeszłości i zachowanie pamięci o tych, którzy odeszli.

Bronisława Zając (z domu Błasik) urodzona 6. kwietnia 1938 roku w Jaśle.
„Kiedy wybuchła wojna miałam niecałe 2 lata. W mojej pamięci szczególnie zapisały się wydarzenia z okresu wysiedlenia. Byłam wtedy sześcioletnim dzieckiem, kiedy z całą rodziną zamieszkaliśmy w lesie, w szałasie zbudowanym przez mojego tatusia, Józefa. Spędziliśmy tam około 3 miesięcy. Mieliśmy ze sobą krowę, więc byliśmy szczęściarzami, bo było co jeść. Moja mama, Stefania dbała o to, by jej dzieci, Kazia, Władek, ja i Gustek nie chodziły z pustymi brzuchami. Piekła też dla nas placki z buraków cukrowych i ziemniaków na prymitywnym palenisku przygotowanym w lesie. Wcześniej musiała te warzywa nazbierać po polach. Zdarzało się, że w nocy, z narażeniem własnego życia, przychodziła do domu, do wsi i piekła dla nas chleb. W naszej ubogiej chacie pokrytej słomą, były żarna. Sypało się na nie zboże i rozgniatało przy pomocy specjalnie zamontowanego koła na miazgę zbliżoną do mąki, i piekło się z niej chleb. Do dziś pamiętam, że obracanie koła w żarnach to była bardzo ciężka praca, którą czasem, my dzieci, musieliśmy wykonywać.
Moja siostra, Kazia była najstarsza z naszego rodzeństwa. Któregoś dnia przyszedł do lasu Niemiec i kazał jej iść kopać ziemniaki. W pewnym momencie usłyszeliśmy strzał. Chwilę później przybiegła do lasu nasza sąsiadka, Józefa Urban i powiedziała nam, że Kazia została postrzelona, i że zabrali ją do szpitala wojskowego do Gorlic. Nie mieliśmy stamtąd żadnych wiadomości – ani co się stało, ani jakich obrażeń doznała. Po około dwóch tygodniach dowiedzieliśmy się, że siostra zmarła i została pochowana na cmentarzu w Bieczu. Nie pamiętam, kto nam o tym powiedział, ale mamusia zorganizowała sobie furmankę i pojechała na cmentarz. Znalazła grabarza i dowiedziała się, gdzie leży Kazia. Od niego usłyszała, że była pochowana w trumnie z desek, a jej ciało owinęli w białe płótno. Na grobie postawiono drewniany krzyż i powieszono na nim kartkę z jej imieniem i nazwiskiem.
Kiedy wojna się skończyła chcieliśmy przenieść szczątki siostry na cmentarz w Warzycach, ale moja mama nie miała na to pieniędzy. Nie było za co kupić trumny, a po ciało mogła jechać tylko furmanka. Moja siostra została więc na cmentarzu w Bieczu i spoczywa tam do dzisiaj.
Z lasu wygonili nas Niemcy, kiedy zbliżał się front. Dotarliśmy do Szczeszyna. Stamtąd wracaliśmy do domu, kiedy wojna się skończyła. Z tej drogi powrotnej pamiętam szczególnie to, że byłam strasznie głodna i chciało mi się okropnie pić. Zatrzymaliśmy się u jakiegoś gospodarza, gdzieś w okolicach Skołyszyna i mama poszła poprosić o kawałek chleba i wodę. Wyszła z domu kobieta i była niemiła dla nas, ale jej mąż dał nam trochę chleba i wody, by załagodzić niemiłosiernie dokuczający głód.
Nasz dom ocalał po wojnie, ale nie było nic do jedzenia. Gdzieś po drodze, w tej wojennej zawierusze, straciliśmy krowę. Moja mama chodziła kilkanaście kilometrów na piechotę do różnych miejscowości i żebrała u ludzi o jedzenie. Przynosiła najczęściej ułomki chleba. Sama była głodna i wycieńczona.”

Betonowy krzyż
Spod węgierskich granic szli,
Ludzkiej pozbawieni czci.
Za ojczyznę przelewać krew,
Wśród sieklowskich drzew.
Echo wspomnień pod nimi śpi,
Ubroczone w oficerskiej krwi.
Otoczone wkoło płotem,
Ochlapane z drogi błotem.
Jak kupiony świadek,
Milczy betonowy krzyż.
W ciszy zamknął czas.
Tylko szumi las.
Już nie kryje dzisiaj ciał
I zadanych kulą ran.
W lesie pod Sieklówką tkwi.
O nich pamięć pod nim śpi.
/Jan Wróbel/
0 komentarzy